Najpierw przyniósł do szatni broń, a już w trakcie dochodzenia na przedmeczowej rozgrzewce ze śmiechem udawał strzelanie z pistoletu do kolegów. Szef ligi nie wytrzymał.
- Zachowanie pana Arenasa wskazuje, że nie jest on gotowy na grę na boiskach NBA - napisał w oświadczeniu szef NBA David Stern. Koszykarz, który półtora roku temu podpisał sześcioletni kontrakt na 111 mln dol., został zawieszony bezterminowo, za każdy opuszczony mecz straci 147 tys.
NBA mogła zawiesić koszykarza, nie czekając na decyzję władz, bo regulamin ligi zabrania wnoszenia broni do szatni, autokarów czy samolotów. Jeśli okaże się, że koszykarz złamał prawo stanowe, Arenasowi grozi więzienie, a NBA może zdyskwalifikować go nawet na cały sezon. Liga od lat walczy z gangsterską gębą, którą przyprawiają jej niektórzy koszykarze.
Problemy Arenasa zaczęły się od wniesienia do szatni pistoletów, których - jak tłumaczył - chciał się pozbyć z domu w związku z narodzinami córki. Media doniosły jednak o sprzeczce z rezerwowym Javarisem Crittentonem, do której doszło kilka dni później po treningu. W rękach koszykarzy była ponoć naładowana broń.
Arenas obrócił wszystko w żart. We wtorek imitował strzelanie z pistoletów w czasie rozgrzewki. Teraz żałuje: - Postawiłem NBA w złym świetle, zawiodłem kolegów i fanów. Bardzo mi przykro.