W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie dwóch projektów zmian w
IPN. Lewica, która jest autorem jednego z nich, chce Instytut zlikwidować; koalicja PO-
PSL oraz PiS zapowiedziały już, że tego nie poprą.
PO wnosi m.in. o zmianę sposobu wyboru władz IPN w celu "odpolitycznienia" i o szersze ujawnianie akt służb specjalnych PRL.
Posłowie lewicy opowiadają się za pracami sejmu nad oboma projektami. PO chce odrzucenia projektu
SLD, a PiS chce odrzucenia obu proponowanych zmian.
"Kurtyka jak liderzy PiS" Część dyskusji nad projektami dotyczyła szefa IPN Janusza Kurtyki. Poseł PO Arkadiusz Rybicki podkreślił, że konkurent Kurtyki Andrzej Przewoźnik stracił szanse w konkursie w 2005 r., gdy w krakowskim IPN, kierowanym wtedy przez Kurtykę, "wyciągnięto" notatkę esbeka o rzekomej współpracy Przewoźnika z SB. "Sąd Lustracyjny oczyścił Andrzeja Przewoźnika, ale było już za późno" - dodał Rybicki.
Według niego, Kurtyka myślał podobnie jak liderzy PiS, a "wspólnota przekonań kierownictwa IPN i PIS prowadziła do wspólnego języka, jakim PiS i IPN mówiły o tzw. polityce historycznej". - W dziwny sposób dziennikarze gazet podzielających teorie o agenturalnym układzie mieli łatwy dostęp do teczek SB, które te teorie potwierdzały - dodał poseł PO.
Jego zdaniem, Kurtyka "nadużył swojej pozycji dla związania się z jedną partią, złamał kardynalną zasadę apolityczności IPN". Poseł dodał, że nowelizacja PO ma zabezpieczyć IPN przed powtórzeniem się takiego zagrożenia, wprowadzając bardziej kolegialny sposób zarządzania IPN, zmniejszając wpływ polityków, a zwiększając wpływ środowisk akademickich.
IPN i sztandarowy projekt PiS Według Rybickiego, gdy Kurtyka wysłał historyków IPN do "sztandarowego projektu PiS" - likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, oznaczało to złamanie najważniejszej zasady IPN: oddzielenia historii najnowszej i związanych z nią dokumentów od służb specjalnych i polityki.
Rybicki podkreślił, że gdy w 2007 r. dokonano wyboru nowego Kolegium IPN, spośród 11 jego członków, 10 wybrała koalicja rządząca PiS, Samoobrony i
LPR. Poseł zwrócił uwagę, że w Kolegium znaleźli się m.in. inżynier, socjolog wsi, szef telewizji oraz badacz dziejów górnictwa solnego. - Nie było ani jednego prawnika - podkreślił.
Według Rybickiego, "trzeba rozdzielić wartościowy dorobek IPN od politycznej instrumentalizacji, której przedmiotem stała się w poprzednich latach ta bardzo potrzebna Polsce instytucja". Dlatego - mówił - projekt PO zmierza do: odpolitycznienia IPN, wzmocnienia współodpowiedzialności i wpływu na działalność IPN organu kolegialnego, pełnego otwarcia zbiorów archiwalnych i przyspieszenia procedury ich udostępniania.
IPN nie może być łupem - IPN nie może być ani PIS-owski, jak dzisiaj, nie może być również łupem PO ani SLD. Proponowane przez nas zmiany w ustawie o IPN powinny uwolnić tę instytucję od pokusy angażowania się w bieżącą walkę polityczną - deklarował Rybicki. "Planowane zmiany nie zmierzają do zwiększenia wpływów polityków na IPN, wręcz przeciwnie, politycy się samoograniczają, przekazując kompetencje środowiskom akademickim" - oświadczył.
Poinformował, że PO przedstawi wkrótce projekt zmiany ustawy o narodowym zasobie archiwalnym, który ma przewidywać zniesienie karencji czasowej przy udostępnianiu materiałów archiwalnych wytworzonych przez instytucje PRL. Obecnie jest 30-letnia karencja na ten dostęp. Oznacza to np., że historyk mógł w 2009 r. otrzymać jedynie akta wytworzone w 1978 r., ale już nie w 1979 r. Niemożliwe jest np. sięgnięcie do dokumentów MON z lat 1981-1983 i opisanie przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego oraz jego realizacji - mówił Rybicki.
IPN - jedyna taka instytucja w Europie Przedstawiając projekt Lewicy, poseł Witold Gintowt-Dziewałtowski podkreślał, że uprawnienia prezesa IPN są większe niż premiera RP, bo szefa rządu łatwiej można było odwołać niż "praktycznie nieodwoływalnego" prezesa. Dodał, że o ile za prezesury Leona Kieresa IPN "z grubsza wykonywał swe zadania należycie", o tyle za Kurtyki było "mnóstwo uwag, począwszy od wyeliminowania jego głównego konkurenta pana Przewoźnika". - IPN to jedyna instytucja w Europie, która łączy funkcje badawczo-naukowe z prokuratorskimi, a których połączyć się nie da - dodał poseł Lewicy.
PiS: ratujmy Instytut Poseł PiS Zbigniew Girzyński wniósł o odrzucenie obu projektów zmian w IPN, autorstwa PO i klubu Lewicy. W swoim wystąpieniu apelował do posłów, a nawet mediów, o pomoc w - jak mówił - uratowaniu Instytutu i umożliwieniu mu dalszego wypełnienia zadań.
Projekt zmian przygotowany przez PO Girzyński określił jako szkodliwy. "Chcecie doprowadzić do tego, aby życiorysy można było pisać tylko w uładzony sposób" - mówił, dodając, że w "ramach walki o Lecha Wałęsę" PO gotowa jest poświęcić wszystko.
Odniósł się także bezpośrednio do wypowiedzi posła Witolda Gintowta-Dziewałtowskiego, który prezentował parlamentarzystom projekt Lewicy proponujący likwidację IPN. "Macie w swoim klubie trochę młodych posłów, a sprawozdawcą musi być stary sprawdzony towarzysz" - podkreślił. Dodał, że niewiele jest osób, które tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego zostały "towarzyszem w miejskim komitecie w Elblągu".
"IPN zostawcie w spokoju, bo jesteście ostatnimi, którzy mogą mówić o naruszaniu czci osób" - dodał.
Zaznaczył także, że obecnie bez przeszkód można korzystać z zasobów IPN i jest to zasługa kierownictwa Instytutu. Na koniec zaapelował do posłów PO, by nie dopuścili do sytuacji, w której będą "musieli głosować z tymi, którzy byli pierwszymi sekretarzami partii w okresie stanu wojennego".