Były przywódca szwedzkiej grupy neonazistów sam przyznał, że miał zamiar napis z Auschwitz sprzedać za kilka milionów koron. Zmienił zdanie i wydał polskich złodziei - pisze szwedzki tabloid "Aftonbladet". Według gazety Szwed sam zgłosił się do Interpolu. Dziś istnienie szwedzkiego wątku w sprawie potwierdził słynny adwokat Peter Althin.
Zniknęcie napisu zauważono o 5 rano w piątek
Według "Aftonbladet", mężczyzna, który zgłosił się na policję, miał należeć do nielegalnej grupy planującej ataki przeciwko szwedzkiemu rządowi i parlamentowi. Miliony uzyskane ze sprzedaży napisu "Arbeit macht frei" miały służyć do sfinansowania tych ataków. Po tym, jak światowa opinia publiczna wyraziła oburzenie kradzieżą, mężczyzna przestraszył się i zamiast zrealizować swoje plany, zgłosił się na policję. Twierdzi, że skontaktował się zarówno ze szwedzką policją, jak i Interpolem i policją w Krakowie.
- Spotkałem osobę, o której mówimy, ale nie mogę komentować rozmowy. Mogę potwierdzić tylko, że jest obywatelem Szwecji - ujawnił tymczasem niedawno słynny szwedzki adwokat Peter Althin. Nie chciał podać szczegółów. Jeśli Szwedowi postawione zostaną zarzuty, Althin prawdopodobnie będzie jego obrońcą.
Wypowiedź Althina, byłego posła Chrześcijańskich Demokratów oraz obrońcy w wielu słynnych procesach, m.in. w sprawie zabójstwa szwedzkiej minister spraw zagranicznych Anny Lindh czy strony internetowej pośredniczącej w wymianie nielegalnego oprogramowania Pirate Bay, to pierwsze oficjalne i wiarygodne źródło potwierdzające istnienie tzw. wątku szwedzkiego w śledztwie w sprawie kradzieży napisu "Arbeit macht frei" z bramy Auschwitz.
Dzisiaj szwedzkie władze otrzymały formalny wniosek Polski z prośbą o pomoc prawną w sprawie kradzieży napisu z Muzeum Auschwitz. Wniosek wysłała krakowska prokuratura, która ustaliła, że zleceniodawca kradzieży lub jego pośrednik pochodzi ze Szwecji. Tydzień temu wniosek został wysłany faksem, by Szwedzi mogli się z nim szybko zapoznać. Dziś do Sztokholmu dotarł oryginał.