- Z faceta w sile wieku, który jest głową rodziny, robi się zniedołężniały staruszek, który nie potrafi samodzielnie zjeść czy się umyć - mówił Ziemiec w programie "
Tomasz Lis na żywo". Oprócz bezradności odczuwał straszny ból. - Nie mogłem utrzymać kubka, bo tak bolało - wyznał.
Poparzony ratował rodzinę przed pożarem Półtora roku temu Krzysztof Ziemiec, wówczas prezenter telewizji Puls, ciężko się poparzył. Dziennikarz potknął się, gdy chciał wynieść z kuchni na klatkę schodową garnek, w którym zapaliła się parafina.
Płonący płyn wylał się na jego ciało. Mimo oparzeń wyprowadził jeszcze rodzinę z
mieszkania, które - od rozlanej parafiny - zaczęło się palić. Potem w ciężkim stanie trafił do szpitala. Długa i bolesna rehabilitacja trwała ponad rok.
Byłem w domu czwartym dzieckiem Na szczęście miał wielkie wsparcie rodziny, dzięki któremu znosił ból. - Jesteśmy silni, ale jest granica wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Gdybym nie miał bliskich, to ta wytrzymałość by się skończyła - mówił.
Bolało go też, że nie może samodzielnie funkcjonować. - W domu stałem się czwartym dzieckiem. Świadomość, że jest się ciężarem dla innych, bolała. To mnie przygważdżało - podkreślał. Jednak - jak mówił - ta sytuacja motywowała go, żeby nie rezygnował z bolesnej rehabilitacji. Chciał brać udział w życiu rodzinnym, zajmować się dziećmi, opowiadać im bajki na dobranoc.
Niedawno, po ponad roku przerwy, wrócił do pracy. W wigilijny wieczór po raz pierwszy od wypadku poprowadził w telewizji serwis informacyjny - "Wiadomości" TVP.