Zirajewski, jeden z głownych świadków ws. zabójstwa Marka Papały, zmarł wczoraj w areszcie śledczym w Gdańsku. 28 grudnia trafił do szpitala po zatruciu lekami. Skazany był nieprzytomny, a w jego celi znaleziono list do żony. Zatrucie nastąpiło po przedawkowaniu leków nasennych, przepisanych w listopadzie przez lekarza.
"Według naszych informatorów Zirajewski mógł szykować ucieczkę ze szpitala
MSWiA. Kilka dni przed śmiercią połknął dużą ilość leków, prawdopodobnie po to, by trafić na oddział. Z naszych informacji wynika, że ten wątek bada prokuratura" - pisze "Rzeczpospolita"
w swoim serwisie interentowym.
- Policja miała mocne sygnały ze świata przestępczego o możliwej próbie ucieczki Zirajewskiego ze szpitala - mówi informator gazety. Jak mówi,
policja wprowadziła szczególne środki ostrożności: "sali, w której leżał gangster, pilnowała nie tylko straż więzienna, ale uzbrojeni po zęby antyterroryści".
Informator wspomina też o grypsie, który Zirajewski dostał w Wigilię. Jak dodaje, gangster zniszczył go i "okazywał niezadowolenie".
- Prowadził grę obliczoną na to, by trafić do szpitala na wolności i z niego uciec. Ale coś nie wyszło - mówi "Rzeczpospolitej" dr Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa. - Był płatnym zabójcą, jeśli tacy ludzie chcą się zabić, nie trują się tabletkami jak zakochana pensjonarka - dodaje.
Zirajewski w swoich zeznaniach ws. zabójstwa Papały zeznawał przeciw Andrzejowi Z., ps. Słowik, oskarżonemu o podżeganie do tej zbrodni. Wskazał też polonijnego biznesmena Edwarda Mazura jako jej zleceniodawcę. Zeznania były między innymi podstawą wniosku ekstradycyjnego, który w sprawie przebywającego w
USA biznesmena przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości. W 2007 roku amerykański sąd odrzucił wniosek polskiej strony o ekstradycję Mazura.
Śmierć gangstera jeszcze bardziej utrudnia niełatwe już śledztwo, oddala możliwość postawienia przez sądem Mazura, utrudnia też prowadzenia postępowania przeciw "Słowikowi".