W prowincji Chost przy granicy z Pakistanem zamachowiec-samobójca zabił ośmiu agentów amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Sześciu innych Amerykanów zostało rannych. Zamachowiec, ubrany w kamizelkę z materiałami wybuchowymi, wysadził się w powietrze w bazie wojskowej. Odpalił ładunki w miejscowej sali gimnastycznej.
Śmierć aż tylu agentów CIA czyni ten atak najkrwawszym dla amerykańskiego wywiadu od czasu rozpoczęcia konfliktu w Afganistanie. Pod względem ofiar śmiertelnych ten rok jest też najdotkliwszy dla międzynarodowych sił stacjonujących w tym kraju.
Do zamachu przyznali się dziś talibowie. Poinformowali, że napastnik pracował pod przykrywką oficera afgańskiej armii.
Z kolei w prowincji Kandahar na południu Afganistanu zginęło czterech kanadyjskich żołnierzy i towarzysząca im dziennikarka gazety "Calgary Herald". Pod pojazdem, którym jechali, eksplodował ładunek wybuchowy.