Nowe szczegóły ws. kradzieży tablicy. Złodzieje mieli dostać 20 tysięcy. Złotych.

ga PAP
29.12.2009 , aktualizacja: 29.12.2009 18:01
A A A Drukuj
Zamawiający kradzież tablicy "Arbeit macht frei" cudzoziemiec był wcześniej w muzeum na rekonesansie z co najmniej jednym podejrzanym - wynika z ustaleń śledztwa, prowadzonego przez krakowską prokuraturę w sprawie kradzieży. Za kradzież złodzieje mieli dostać 'zaledwie' 20 tysięcy złotych.
Fragment odzyskanego napisu bez litery ''I''
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Fragment odzyskanego napisu bez litery ''I''
Jak dowiedziała się we wtorek PAP z wiarygodnego źródła, zbliżonego do śledztwa, zleceniodawca kradzieży z zagranicy był wcześniej w muzeum Auschwitz-Birkenau z co najmniej jednym z podejrzanych o udział w kradzieży. Dokonał rekonesansu i wskazał, co ma zostać skradzione.

Nie wiedzieli co ukradli

Sprawcy kradzieży mieli otrzymać 20 tysięcy złotych do podziału i że nie zdawali sobie sprawy ze znaczenia kradzieży. Dopiero "szum medialny" uświadomił im, jaki wydźwięk ma ich czyn. Według informacji PAP, uzyskanych ze źródła zbliżonego do śledztwa, sprawcy przyjechali samochodem dostarczonym z zagranicy. Czterej mężczyźni dostali się na teren obozu bez trudu i niezauważeni. Przyjechali ok. godz. 18, po raz pierwszy usiłowali dokonać kradzieży ok. godz. 20.30 - 21. Nie dysponowali nawet podstawowym sprzętem, np. drabiną, aby móc wspiąć się i odkręcić tablicę. Poszli po narzędzia do sklepu, potem wrócili, wspięli się po siatce i dokonali kradzieży. Z jednej strony urwali tablicę i zgubili literę "i".

Pomoc prawna Szwecji. Osoba nr 6

Jak przyznała prokuratura, "materiał procesowy i wiedza operacyjna pozwala na przyjęcie, że głównym zleceniodawcą była osoba zamieszkała poza granicami naszego kraju i nie posiadająca polskiego obywatelstwa". Potwierdziła też, że zamierza wystąpić z wnioskiem o pomoc prawną do Królestwa Szwecji. . Nie oznacza to jednak, że zleceniodawca kradzieży jest Szwedem. Ta kwestia nadal jest badana, podobnie jak to, czy osoba nr 6 w sprawie - poza pięcioma polskimi podejrzanymi - była zleceniodawcą, czy tylko pośrednikiem między złodziejami a prawdziwym zleceniodawcą. Istnienie osoby nr 7 jest niewykluczone - zastrzega źródło PAP.

Oficjalnie prokuratura milczy

Prokuratura gromadzi materiał, weryfikuje fakty. Z różnych względów nie zdradza jednak szczegółów, głównie z uwagi na dobro postępowania śledztwa. Tablica z historycznym napisem "Arbeit macht frei" znad obozowej bramy została skradziona w piątek 18 grudnia nad ranem. Napis odnaleziono późnym wieczorem w niedzielę 20 grudnia we wsi Czernikowo koło Torunia. Przestępcy rozcięli go na trzy części. Również w niedzielę policjanci zatrzymali pięciu mężczyzn podejrzanych o kradzież. Prokuratura Okręgowa w Krakowie czterem z nich postawiła zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, kradzieży napisu "Arbeit macht frei" oraz uszkodzenia tego napisu, będącego zabytkiem i dobrem o szczególnym znaczeniu dla kultury. Podobny zarzut - udziału w grupie oraz nakłaniania do kradzieży i zniszczenia napisu - usłyszał w poniedziałek wieczorem piąty podejrzany.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się