Tygodnik "Wprost" podał, że Pawel Kowal, europoseł
PiS, miałby być namawiany przez Radosława Sikorskiego do objęcia funkcji ambasadora Ukrainy. W zamian musiał zrezygnować z członkostwa w PiS-ie. Kowal twierdzi natomiast, że nic takiego nie miało miejsca. - Dzisiaj jestem zaangażowany w politykę po stronie PiS. Jestem po tej stronie na 100 proc. - mówi.
Jednocześnie ostro recenzuje rząd Donalda Tuska. - Wydaje mi się, że prowadzi pozorną politykę zagraniczną, jeśli chodzi o wschód - twierdzi. Według niego, działania rządu nie mają żadnego przełożenia na konkretne rezultaty. Zaniedbujemy zwłaszcza Ukrainę i jej starania o akcesję do UE. - Zastanówmy się, jaki jest polski interes - żebyśmy nie byli ostatnim krajem na wschodzie. Musimy sprzyjać Ukrainie, ale tutaj rząd jest mało dynamiczny - twierdzi. Nie ma też spójnej polityki w stosunku do całego obszaru Europy Środkowej i Wschodniej.
Mam również, pretensję do rządu, że za słabo walczy o ważne stanowiska w służbie dyplomatycznej UE. - Czy rząd wychodził tam chociaż kilka ważnych stanowisk ambasadorskich? Wygląda na to, że rząd nie ma koncepcji - mówi.
- Nie podoba mi się polityka energetyczna rządu. Uważam, ze Kontrakt energetyczny (zakup gazu od Rosji przyp. prot.) będzie dużym błędem - twierdzi Kowal. Uważa, że doprowadzi to do tego, że będziemy jedynym krajem UE, który nie będzie miał zdywersyfikowanych dostaw gazu. Kolejnym błędem jest, według niego, brak reakcji rządu na budowę gazociągu północnego.