Dymisje w Muzeum Auschwitz Krakowska
Prokuratura Okręgowa zarzuciła muzeum Auschwitz-Birkenau, że kradzież zabytkowego napisu znad bramy głównej wykazała, iż placówka nie była należycie chroniona. Muzeum odpiera zarzuty i uważa, że wszelkie procedury - uzgodnione z policją - były przestrzegane. Jak dowiedziała się "Gazeta Wyborcza", minister kultury Bogdan Zdrojewski zdymisjonuje osoby odpowiedzialne za fatalną ochronę. W sprawie zabrał głos także szef MSWiA.
- Na pewno stan ochrony obiektów muzealnych nie wymagał wielkiego profesjonalizmu ze strony sprawców, ale to nie jest stan, który nas cieszy. Mamy nadzieję, że
policja nie będzie musiała już być angażowana w tego typu przypadki związane z Muzeum Auschwitz-Birkenau - powiedział dziennikarzom Miller.
"Wykorzystano wszelkie możliwości operacyjne" Szef MSWiA podkreślił, że zarówno prokuratorzy, jak i policjanci zajmujący się sprawą kradzieży napisu wykazali się wielkim zaangażowaniem i determinacją w ujęciu sprawców. Zapewnił, że policja wykorzystała wszelkie możliwości techniczno-operacyjne, aby jak najszybciej wykryć sprawców kradzieży.
Pytany, czy do wykrycia złodziei napisu policja wykorzystała podsłuchy, Miller odparł, że "nie możemy mówić o podsłuchach, bo podsłuchem jest nagrywanie czyjejś rozmowy prewencyjnie". - Tutaj mieliśmy do czynienia ze zwykłym postępowaniem kryminalnym dla wyjaśnienia wszystkich okoliczności, które doprowadzą do sprawcy - powiedział szef MSWiA.
Dodał, że z ustaleń śledztwa wynika, że sprawcy na pewno nie byli autorami pomysłu kradzieży zabytkowego napisu. Nie chciał jednak udzielić szerszych informacji, jak wyjaśnił - ze względu na dobro toczącego się postępowania.
Pomoc innych krajów Miller powiedział także, że w kwestii ustalenia zleceniodawcy polska policja może liczyć na pomoc służb
policyjnych z innych krajów.
- Kradzież wywołała oddźwięk na całym świecie, a w związku z tym jestem pewien, że również możemy liczyć na wszelkie potrzebne informacje, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności tego czynu. Każda pomoc jest niezbędna dla osądzenia sprawców - podkreślił minister.
Tablica z historycznym napisem "Arbeit macht frei" znad obozowej bramy została skradziona w piątek nad ranem. Oburzenie z powodu kradzieży wyrazili m.in. byli więźniowie, prezydent, premier i środowiska żydowskie. Napis został odnaleziony późnym wieczorem w niedzielę we wsi Czernikowo koło Torunia. Przestępcy rozcięli go na trzy kawałki.