Bogdan Zdrojewski potwierdził te informacje w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
- Wyciągnę konsekwencje służbowe w stosunku do osób, które dopuściły się rażących zaniedbań przy ochronie Muzeum Auschwitz. I nie mówię tu tylko o osobach organizujących ochronę, ale także o osobach z kierownictwa Muzeum, które powinny sprawować nadzór nad ochroną. Na upomnieniach i naganach nie skończy się - zapowiedział dzisiaj w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" minister Bogdan Zdrojewski.
Na rażące uchybienia w funkcjonowaniu ochrony Muzeum Auschwitz zwróciła we wtorek uwagę prokuratura, po przeprowadzeniu wizji lokalnej na miejscu kradzieży "Arbeit macht frei", dzięki której poznała szczegóły rabunku.
Wyszło na jaw, że pierwszy raz złodzieje próbowali ukraść tablicę po godz. 21 w ostatni czwartek. Jeden z mężczyzn czekał w samochodzie, inny na czatach, a dwójka weszła na teren Muzeum. Przez nikogo niepokojeni wspięli się na bramę, ale nie byli w stanie oderwać napisu gołymi rękami. Zawrócili więc, by kupić w sklepie potrzebne narzędzia. Tablicę udało się im zdjąć między północą i pierwszą w nocy, wynieść z terenu obozu, pociąć na trzy części i spokojnie odjechać. Niczego nie zauważyli strażnicy, którzy brak tablicy nad bramą dawnego obozu spostrzegli dopiero o piątej nad ranem.
Więcej: Kradzież w Auschwitz-Birkenau? To nie było trudne!