Zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, kradzieży napisu "Arbeit macht frei" oraz uszkodzenia tego napisu, będącego dobrem o szczególnym znaczeniu dla kultury, postawiła dziś po południu krakowska prokuratura czterem mężczyznom zatrzymanym w niedzielę przez policję - poinformował prok. Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Grozi za to do 10 lat więzienia.
Kradzież na zlecenie? Trzech zaczęło sypać Piątemu sprawcy, Marcinowi A., również postawiono zarzut kradzieży i uszkodzenia dobra o szczególnym znaczeniu, a oprócz tego - zarzut podżegania do kradzieży. To przy jego posesji znaleziono historyczną tablicę pociętą na trzy kawałki i ukrytą w lesie. Mężczyzna na razie skorzystał z prawa do odmowy wyjaśnień.
Trzech z pięciu podejrzanych przyznało się do zarzutów. Zaczęli składanie wyjaśnień. Wyłania się z nich nieco inny obraz wydarzeń, niż dotychczas przyjmowały organa ścigania i dyrekcja Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Według policji oraz przedstawicieli muzeum, kradzież nie była przypadkowa. Sprawcy wiedzieli, jak wejść na teren placówki, w jaki sposób zdjąć tablicę, a także znali sposób działania wartowników oraz rozmieszczenie monitoringu.
Tymczasem zeznania podejrzanych wskazują na to, że do kradzieży przystąpili oni bez wcześniejszego rekonesansu.
Prosty plan Przyjechali na miejsce w czwartek od razu z zamiarem kradzieży, dokonali wstępnych oględzin, po czym w nocy wrócili do muzeum.
Nie mieli drabiny, wspięli się na siatkę ogrodzeniową. Ponieważ nie udało im się odkręcić napisu za pierwszym razem, wrócili pod bramę drugi raz z odpowiednimi kluczami. Z jednej strony odkręcili napis, z drugiej go urwali. Na miejscu kradzieży zostawili urwaną literę "i", ostatnią w napisie "Arbeit macht frei". O pozostawionym fragmencie napisu
policja nie informowała ze względu na dobro postępowania.
Podejrzani podzielili się zadaniami: jeden przez cały czas miał za zadanie obserwować strażników w ich budce. Okazało się to zbędne - ponieważ nie byli niepokojeni przez strażników.
Dokładny przebieg kradzieży pozwoli ustalić wizja lokalna, jaka zostanie przeprowadzona w obozie.
We wtorek prokuratura najprawdopodobniej skieruje wniosek do sądu o aresztowanie piątki zatrzymanych.
Przyjęta na potrzeby postępowania wersja zakłada, że zleceniodawca kradzieży pochodzi prawdopodobnie z zagranicy. Ze względu na dobro śledztwa organy ścigania nie podają innych szczegółów, które mogłyby zaszkodzić śledztwu.
Szajka wpadła dzięki informacjom, jakie policja dostawała z różnych źródeł. Jeden z tropów okazał się "strzałem w dziesiątkę". Historyczny napis znaleziono w lesie pod Toruniem. Był przecięty na trzy części i ukryty pod zwałem śniegu i liści.
Według
RMF FM, dwóch sprawców zostało zatrzymanych w Gdyni w samochodzie. Trzech w miejscu zamieszkania, czyli w okolicach Włocławka.
Brama główna w obozie Auschwitz I, jako jedyna w całym obozie, została wykonana na rozkaz Niemców przez polskich więźniów politycznych. Zostali oni przywiezieni jednym z pierwszych transportów przybyłych z Wiśnicza na przełomie 1940-1941 roku. Wykonanie bramy związane było z wymianą prowizorycznego zewnętrznego ogrodzenia obozu, wspartego na słupach drewnianych, na ogrodzenie stałe na słupach żelbetowych, z drutem kolczastym pod napięciem.
Napis nad bramą - "Arbeit macht frei" (Praca czyni wolnym) - który jest jednym z symboli obozu, wykonali więźniowie z komanda ślusarzy pod kierownictwem Jana Liwacza (numer obozowy 1010).
Więcej o sprawcach -
czytaj.