"Współczuję Jerzemu Szmajdzińskiemu. To musiało być naprawdę frustrujące (...) wyjść do ludzi i opowiadać rzeczy, w które nie wierzą już nawet żałobnicy po 'Trybunie'" - pisze w "Gazecie Wyborczej" Rafał Kalukin. Szmajdziński, który został oficjalnym kandydatem
SLD na prezydenta mówił, że lewica ma szansę wygrać kolejne wybory. "Ta fraza może by się broniła, gdyby podłożyć śmiech z puszki, ale niestety organizatorzy odrzucili konwencję sitcomu na rzecz tzw. konwencji wyborczej" - dodaje publicysta "Gazety Wyborczej".
Leszek wrócił, Józek ciągle się waha - komentarz Kalukina Podczas sobotniej konwencji SLD,
Aleksander Kwaśniewski z zadowoleniem mówił, że do partii chcą powrócić starzy działacze: Leszek Miller i Józef Oleksy. Janina Paradowska w dzienniku "Polska The Times" zauważa, że Oleksemu najwyraźniej łatwo wybaczono, że "wyjątkowo źle się o partii wyrażał, twierdząc, że to bardziej wspólnota interesów, i to nie najbardziej czystych, niż jakaś formacja ideowa". - Jedno zaproszenie na konwencję i Oleksy jest swój. (...) Wszyscy się kochają - ironizuje Paradowska.
Suchej nitki na taktyce przyciągania do partii starych działaczy nie pozostawia także politolog Jacek Kloczkowski. "Jest to bardziej wyraz nostalgii niż próba tchnięcia nowego życia w partię, która w tej chwili na lewicy spełnia rolę psa ogrodnika - sama nie potrafi zdobyć wyborców i nie daje się rozwinąć innym partiom" -
mówi "Rzeczpospolitej". "To jest strategia rozpaczy wynikająca z braku innych pomysłów. Bierzemy tych, którzy byli z nami, gdy byliśmy na fali. Może wraz z Millerem i Kwaśniewskim powrócą też czasy dawnej świetności" - analizuje ekspert.