Były więzień o kradzieży tablicy: Jestem zdumiony, na co to komu było

Joanna Mąkosa, TOK FM
18.12.2009 , aktualizacja: 18.12.2009 18:58
A A A Drukuj
- To jest skandal, na co to komu było - oburza się Wilhelm Brasse, były więzień obozu Auschwitz-Birkenau, który przyjechał dziś do Oświęcimia na spotkanie z grupą niemieckiej młodzieży.
Muzeum w Oświęcimiu
Fot. Tomasz Wiech / AG
Muzeum w Oświęcimiu
- To była symboliczna tablica, jestem zdumiony, po co ktoś ją ukradł - mówi w rozmowie z reporterką radia TOK FM Wilhelm Brasse - to musiała być robota na zlecenie jakiegoś szalonego kolekcjonera - dodaje. Ten polski fotograf trafił do niemieckiego obozu zagłady w Oświęcimiu w sierpniu 1940 roku.

Rok później na zlecenie Niemców zaczął robić zdjęcia przybyłym więźniom, przeznaczone do kartoteki obozowej. - Osobiście znałem kowala Jana Liwacza, który robił ten napis, często fotografowałem jego dzieła, które robił w obozie dla Niemców, głównie dla komendanta Hoessa - opowiada. - Ta kradzież wzbudziła we mnie ogromne oburzenie i niesmak - dodaje.

Napis "Arbeit macht frei" Wilhelm Brasse zrozumiał już kilka dni po przybyciu do obozu. - To był da nas okrutny żart - mówi. - Niemcy z nas zakpili, zresztą już drugiego dnia po przyjeździe, na zbiórce powiedzieli nam, że normalny więzień żyje tu trzy miesiące, więc gdzie tu prawda w tym napisie? - dodaje.

Wilhelm Brasse przebywał w obozie w latach 1940 - 1945. Podczas pobytu wykonał około 50 tysięcy portretów więźniów.

Ukradziono napis "Arbeit macht frei". Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: Kliknij, by obejrzeć galerię

Podziel się