"Kradzież tablicy to wypowiedzenie wojny". Ostre reakcje w Izraelu

tm, PAP, AFP, Reuters
18.12.2009 , aktualizacja: 18.12.2009 14:35
A A A Drukuj
Muzeum w Oświęcimiu Fot. Tomasz Wiech / AG Muzeum w Oświęcimiu
- Akt ten stanowi rzeczywiste wypowiedzenie wojny ze strony elementów, których tożsamości nie znamy. Ale podejrzewam, że chodzi tu o neonazistów kierujących się nienawiścią do obcych - tak dyrektor instytutu Yad Vashem upamiętniającego ofiary Holokaustu skomentował kradzież tablicy z napisem "Arbeit macht frei" z obozu zagłady Auschwitz.
Manifestacja narodowców na terenie b. obozu Auschwitz, zdjęcie z 1996
Fot. WOJCIECH SURDZIEL/AGENCJA GAZETA
Manifestacja narodowców na terenie b. obozu Auschwitz, zdjęcie z 1996
Izraelski instytut Yad Vashem w bardzo ostrych słowach wyraził oburzenie z powodu kradzieży tablicy z napisem "Arbeit macht frei" z bramy nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz. - Znak ten stał się symbolem mordu dokonanego na sześciu milionach Żydów w czasie Holokaustu - napisał w oświadczeniu dyrektor Awner Szalew. Dodał, że jest zszokowany i określił kradzież jako "atak na pamięć o holokauście".

Tablicę skradziono dziś w nocy. Jeszcze ok. 3.00 strażnicy widzieli tablicę, o kradzieży powiadomili policję o 5.50. Zaraz potem na miejscu skradzionej tablicy powiesili kopię. Policja wyznaczyła 5 tys. nagrody za pomoc w wyjaśnieniu sprawy - czytaj więcej.

Powrót do czasów wojny

- Ci ludzie chcą cofnąć Europę o 70 lat, do ponurych czasów śmierci i zniszczenia - napisał Szalew. - Jestem pewien, że polskie władze zrobią wszystko, co trzeba, aby zatrzymać tych kryminalistów i ich osądzić - dodał.

W Izraelu zuchwała kradzież z muzeum w Auschwitz jest szeroko komentowana w mediach. Swoje stanowisko w sprawie przedstawili także politycy. - Ten akt po raz kolejny demonstruje nienawiść i przemoc, jaką niektórzy żywią do Żydów - powiedział gazecie Haaretz izraelski wicepremier i minister ds. rozwoju Silvan Shalom. - To jedna z największych porażek polskiej policji - wtórował Yuli Edelstein, minister ds. diaspory i informacji.

Również izraelski MSZ zabrał głos w sprawie. - Jesteśmy zszokowani i źli - oświadczył Yossi Levy, minister ds. zagranicznych. Jednak izraelscy dyplomaci podkreślili, że pokładają "pełne zaufanie w działania prowadzone w związku ze sprawą przez polskie władze".

Komentatorzy podkreślają, że kradzież wpisuje się w serię antysemickich incydentów, których nasilenie od kilku lat obserwuje się w Europie.

"Ten napis przypominał o cierpieniu"

Także Międzynarodowy Komitet Oświęcimski w Berlinie wyraził głębokie oburzenie kradzieżą historycznego szyldu z napisem "Arbeit macht frei". - Od samego początku dążeniem ocalałych z zagłady było utrzymanie obozu i jego symboli jako miejsca zbrodni oraz miejsca pamięci. Do dziś napis "Arbeit macht frei" przypomina o cierpieniu, ale także o oporze więźniów - podkreślił wiceprezes członkowie MKO Christoph Heubner w komunikacie.

Jak zaznaczył, nie na próżno jeden z więźniów w ślusarni obozowej, który wykonał szyld na rozkaz SS, odwrócił do góry nogami literę "B", aby współwięźniom dodać wiary w siebie.

- Mamy nadzieję, że przed 65. rocznicą wyzwolenia Auschwitz, przypadającą 27 stycznia 2010 roku, wzmocnione zostaną środki bezpieczeństwa w obozie, a policja znajdzie winnych kradzieży. Napis i obóz same w sobie będą stanowić opowieść o tym, co się działo, również wówczas, gdy osoby ocalałe nie będą mogły już o tym opowiedzieć. Dlatego szyld musi zostać odnaleziony - powiedział przewodniczący MKO i ocalały z zagłady Noach Flug.



Ukradziono napis "Arbeit macht frei". Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: Kliknij, by obejrzeć galerię

Podziel się