Tablica została skradziona dzisiaj w nocy. Jeszcze ok. 3.00 strażnicy widzieli tablicę, o kradzieży powiadomili policję o 5.50. Zaraz potem na miejscu skradzionej tablicy powiesili kopię.
Złodziei musiało być przynajmniej dwóch lub trzech - uważają policjanci, którzy badają sprawę kradzieży w piątek nad ranem napis "Arbeit macht frei" z historycznej bramy wejściowej do byłego niemieckiego obozu Auschwitz I.
- Wygląda na to, że sprawcy musieli mieć ze sobą drabinę, bo nie ma innej możliwości. Wspiąć się na bramę trudno, odkręcić śruby w takim mrozie też jest trudno. Wygląda na to, że musiały to być dwie, trzy osoby - powiedział rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak. Złodzieje wynieśli napis z terenu muzeum przez wyrwę w murze byłego obozu, która była pierwotnie zabezpieczona siatką. Czekał na nich
samochód. Tablica została z jednej strony odkręcona, z drugiej - oderwana.
Kamery niczego nie wychwyciły Policjanci przesłuchują wartowników. Przeglądają także zapis z monitoringu. Nieoficjalnie wiadomo, że kamery niczego nie wychwyciły. Istniejące oświetlenie było zbyt słabe
- To nie była przypadkowa kradzież. Złodzieje musieli się dobrze przygotować - mówi Jarosław Mensfelt, rzecznik prasowy muzeum.
- Nam się to nie mieści w głowie, by ukraść taką rzecz z takiego miejsca. To zrobił ktoś, kto wiedział, co chce zrobić. Musiał wiedzieć, jak wejść na teren muzeum, jak zdjąć napis i jak chodzą strażnicy. Tego nie zrobił ktoś, kto akurat przechodził i pomyślał: ukradnę bramę. Złodziej musiał się dobrze przygotować - twierdzi Mensfelt.
Więcej o kradzieży Ukradziono napis "Arbeit macht frei". Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: 