Awaria czujnika prędkości była najprawdopodobniej przyczyną katastrofy Airbusa linii Air France - ustalili śledczy. 1 czerwca z do tej pory niewyjaśnionych przyczyn maszyna spadła do Atlantyku. W katastrofie zginęło 228 osób. Ustalono, że na dużych wysokościach czujniki prędkości mogą zamarzać.
Fot. AP
Najwiekszy odnaleziony fragment samolotu Airbus linii Air France
- W Airbusach dochodziło do awarii urządzenia zwanego rurką Pitota. - ustalili śledczy z francuskiej komisji badania wypadków lotniczych. Chodzi o instrument, który bada prędkość przepływu płynów. Na tej podstawie ustala się prędkość lotu maszyny.
Według śledczych od 2003 r. odnotowano 32 przypadki awarii tego urządzenia w samolotach marki Airbus. W dwóch przypadkach czujniki zamarzły. Oblodzona rurka Pitota wysyła komputerom pokładowym błędne komunikaty o prędkości lotu. To zdaniem śledczych wywołało całą lawinę błędnych komunikatów wysyłanych przez inne urządzenia pokładowe.
Air France: Czujniki wymieniamy, maszyny są bezpieczne
Wadliwe urządzenia produkowano w Europie. Agencja zaleciła, by w maszynach A 300 i A 340 zastąpić je instrumentami amerykańskiej konstrukcji. - W praktyce w trakcie testów trudno jest oddać warunki jakie w trakcie lotu panują na dużych wysokościach. Dla przykładu nie da się ustalić, jaki wpływ na działanie czujnika ma wielkość kryształków lodu, jakie się do niego dostaną - napisali śledczy w raporcie.
Związki zawodowe pilotów i bliscy ofiar katastrofy oskarżyli Air France o ignorowanie sygnałów o awariach urządzenia. Przedstawiciele linii twierdzą, że ich maszyny spełniają wszystkie standardy bezpieczeństwa.
Przedstawiciele linii lotniczych twierdzą, że już w maju 2008 r. zauważyli problem z czujnikami, a pierwsze ich wymiany dokonywane były w kwietniu tego roku.
Śledczym do tej pory nie udało się odnaleźć czarnej skrzynki rozbitego Airbusa. 1 czerwca w katastrofie samolotu Air France zginęło 228 osób.