- Jeden z tabloidów zrealizował zamierzenia szantażystek. "Super Express" przekroczył wszelkie granice i mógł współuczestniczyć w szantażu - mówił gość
radia. - Pytanie, czy tabloid zapłacił za ten materiał - dodał.
Według "Rzeczpospolitej" szantażystka posiadająca rzekomo kompromitujące senatora filmy zgłosiła się do redakcji "SE" i Polsatu, oferując ich sprzedaż za 400 tysięcy złotych. Następnego dnia na stronie internetowej "Super Expressu" film, który ma być dowodem, że Piesiewicz nie dość, że posiadał narkotyki, ale też je zażywał. Na nagraniach widać 64-letniego senatora w dwuznacznych sytuacjach. Na jednym z nich Piesiewicz siedzi przy stole, na którym znajduje się biały proszek. W jednej ze scen, widać jak senator ubrany w sukienkę na ramiączkach zażywa bliżej nieokreśloną białą substancję. Kobiety, które zostały zatrzymane w tej sprawie utrzymują, że jest to kokaina!
- Tabloid ma prawo opisywać i mówić, ale nie powinien realizować zamierzeń szantażystów. Media mają prawo do przedstawiania, ale nie można poniżać człowieka, bo to wygląda jakby jedna z gazet był w układzie z szantażystkami - komentował dziś Borusewicz.
"Rozmawiałem z Piesiewiczem i jego wersja jest inna" - Są różne wersje, które przedstawiają zainteresowani i one się różnią, i faktycznie ta jego wersja różniła się od prokuratorskiej - mówił gość Radia ZET informując, że spotkał się i rozmawiał z Piesiewiczem bezpośrednio po nagłośnieniu sprawy szantażu. - Według wersji senatora ta znajomość i wszystko, co się działo później, była bardzo przemyślana i skonstruowana z dużą wiedzą - powiedział marszałek.
-
Prokuratura będzie mogła porównać obie wersje, bo immunitet zostanie uchylony. Szkoda, że pan senator wykazał się tak małą roztropnością, mimo że powinien posiadać pewne doświadczenie życiowe - zakończył Borusewicz.