Manifestacja "Solidarności": "Chcemy wyrżnąć frajerów z PO" [ZDJĘCIA]

Mikołaj Tocki, Maciej Zauszkiewicz, tm, PAP
15.12.2009 , aktualizacja: 15.12.2009 16:05
A A A Drukuj
Manifestanci przed kancelarią premiera Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Manifestanci przed kancelarią premiera
Dobiegła końca warszawska manifestacja NSZZ "Solidarność" ws. ratowania przemysłu stoczniowego i zbrojeniowego oraz regionalnego transportu kolejowego. Pod Kancelarią Premiera pojawiło się co najmniej 1,5 tys. manifestujących. Dwóch policjantów zostało rannych.
Przed kancelarią zapłonęły opony
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja
Przed kancelarią zapłonęły opony
Dawać Tuska! - krzyczeli manifestanci
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja
Dawać Tuska! - krzyczeli manifestanci


- Związkowcy nie mają nic do stracenia - ostrzegali przed manifestacją organizatorzy i przestrzegali przed "poważnymi" utrudnieniami ruchu w stolicy. Rzeczywiście protest NSZZ S. zgromadził 1,5 tys. demonstrantów, których pochód ulicami centrum miasta poważnie utrudnił komunikację.

Stoczniowcy podczas marszu Alejami Ujazdowskimi:

fot. Gazeta.pl

Co najmniej 1,5 tys. związkowców (informację potwierdziła stołeczna policja) z Solidarności ok. godz. 11.30 zgromadziło się na placu Trzech Krzyży w Warszawie, naprzeciwko siedziby Ministerstwa Gospodarki. Jednak według szefa "Solidarności" Janusza Śniadka, w manifestacji bierze udział kilka tysięcy uczestników.

Cały czas do pochodu dołączały nowe, kilkudziesięcioosobowe grupy.

"Okradli nas! Złodzieje!"



Związkowcy trzymają transparenty z napisami "Pracy i chleba" oraz "Zbrodniarze - za dewastację kraju i narodu - szubienica". Co jakiś czas słychać wybuchające petardy; wyją syreny. Reporterzy Gazeta.pl informują, że demonstranci stają się coraz głośniejsi. - Chcemy wyrżnąć wszystkich frajerów z PO - krzyczy jeden z nich. - Okradli nas, okradli zakłady - dodaje.



W ulicach odchodzących od placu zebrały się patrole policyjne. Budynek ministerstwa został otoczony barierkami. Nad protestującymi krążył policyjny helikopter. Jeszcze lepiej była pilnowana Kancelaria Premiera. - Właśnie podjechały pod nią radiowozy policyjne - jest ich co najmniej 20 - mówił reporter Gazeta.pl. W okolicy pojawiła się też armatka wodna.

"Dobra wola współpracy"



Wcześniej szef "Solidarności" Janusz Śniadek zaniósł do ministerstwa gospodarki petycję. Po wyjściu powiedział: "Ze strony rządu jest dobra wola współpracy i kolejnych spotkań, więc jesteśmy dobrej myśli".

Po godz. 12 pochód ruszył pod Kancelarię Premiera. Jak informował dziennikarz Gazeta.pl: "Demonstranci idą alejami Ujazdowskimi". - W ciężarówce wiozą sześć opon. Prawdopodobnie zamierzają je podpalić pod kancelarią - opowiadał.

- Dawać Tuska! - krzyczeli pod Kancelarią Premiera manifestanci i podpalali opony. Na kordony policji poleciały petardy, jajka i wyzwiska. - Sami żeście niedawno krzyczeli, że rząd to złodzieje - drwili związkowcy. Jak doniosło Radio TOK FM, dwóch policjantów zostało rannych.

Dwie osoby próbowały forsować barierki. Ale szybko zatrzymali ich inni związkowcy.

Ok. godz.13.30 organizatorzy ogłosili zakończenie manifestacji, mimo że demonstracja miała trwać do godz. 16.



Zobacz Raport o najgorętszych manifestacjach, jakie miały miejsce w Warszawie

20 lat później - czy było warto? Zobacz interaktywny projekt Deutsche WelleZobacz interaktywny projekt Deutsche Welle

Podziel się