Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski jest przeciwny dalszemu "rozwałkowywaniu" sprawy senatora Krzysztofa Piesiewicza. - Uważam, że tam gdzie nie ma bezpośredniego zaangażowania politycznego, czy są jakieś mroczne fragmenty życia prywatnego, dziennikarze powinni zachować dystans - powiedział w "Kropce nad i". - Wydaje mi się, że w polskim zwyczaju jest, że się nie wnika w prywatność - dodał.
Nie zgadza się również ze stwierdzeniem, że "artystom można więcej". - Artyści nie mogą więcej, ale my możemy używać innego języka - mówi. Według niego, Piesiewicz jest znaną i zasłużoną postacią, więc należy rozważniej go atakować.
- Niech pierwsi rzucają kamienie ci, co nie mają żadnej winy - dodaje.
Wyjście złe i gorsze Komorowski podsumował dzisiejsze decyzje Prezydium Sejmu. Zaleciły one komisji hazardowej, żeby jak najszybciej przesłuchała Zbigniewa Wassermanna oraz Beatę Kempę, a potem zdecydowała się, czy przywrócić ich do komisji.
Stwierdził również, że komisja miała dwa wyjścia: odwołać posłów lub wyłączyć ich z komisji na czas badania okresu rządu
PiS. W tym drugim wypadku powstałby jeszcze problem końcowego raportu, który obejmowałby cały okres pracy komisji. - Tak czy siak nie wygląda to dobrze - podsumowuje.