Zawieszono negocjacje na szczycie klimatycznym w Kopenhadze

tm, PAP, AFP, wyborcza.biz
2009-12-14 , aktualizacja: 14.12.2009 14:14
A A A Drukuj
Główne sesje negocjacyjne rozmów klimatycznych w Kopenhadze zostały w poniedziałek zawieszone z powodu protestu zainicjowanego przez państwa afrykańskie, oskarżające bogate kraje o próbę pogrzebania Protokołu z Kioto - poinformowała australijska minister ds. zmian klimatycznych Penny Wrong.
Manifestacja w Kopenhadze
Fot. CHRISTIAN CHARISIUS REUTERS
Manifestacja w Kopenhadze
- To bojkot dotyczący procesu i formy, a nie istoty, co jest godne ubolewania - powiedziała pani Wrong. Państwa afrykańskie uzyskały wsparcie krajów z grupy G77 skupiającej 130 państw rozwijających się.

Agencja AFP powołując się na słowa ministra z jednego z państw zachodnich podała, że według krajów rozwijających się uczestnicy szczytu w Kopenhadze bagatelizują znaczenie odnowienia przez państwa uprzemysłowione zobowiązań podjętych w ramach Protokołu z Kioto na okres po jego wygaśnięciu w 2012 roku. Kraje te domagają się zwołania posiedzenia ministrów poświęconego wyłącznie kontynuacji Protokołu z Kioto.

- (Przedstawiciele państw rozwijających się) opuścili grupy robocze i na razie odmawiają udziału w negocjacjach ministerialnych - powiedział jeden z dyplomatów. Obecnie trwają konsultacje przedstawicieli państw afrykańskich z przewodniczącą konferencji, duńską minister ds. klimatu i energetyki Connie Hedegaard.

Zdaniem najwyższego przedstawiciela ds. klimatu w ONZ Yvo de Boera, intencją państwa afrykańskich "nie jest blokowanie czegokolwiek", tylko zwrócenie większej uwagi na Protokół z Kioto. Jest to obecnie jedyny prawnie wiążący instrument w sferze walki z globalnym ociepleniem. Zobowiązuje on 37 państw uprzemysłowionych, które go ratyfikowały, do redukcji emisji gazów cieplarnianych.

W ostatni weekend w wielu miastach świata ludzie wyszli na ulice, by protestować przeciwko impasowi na klimatycznym szczycie.

W Kopenhadze politycy od tygodnia próbują się dogadać. Jest już nawet projekt porozumienia końcowego, ale zamiast konkretnych zobowiązań, dat i cyfr są tylko sugestie. Stwierdza się w nim np., że głównym celem państw świata powinno być zapobieżenie wzrostowi temperatury o więcej niż 1,5 st. C albo o 2 st. C. Różnica z pozoru niewielka, ale w praktyce oznacza miliardy ton CO2. I dziesiątki miliardów euro.

Obradujący dyplomaci podzielili się na dwa obozy. Jeden reprezentuje kraje najbogatsze - UE, USA, Japonię i Australię - drugi - kraje ubogie pod nieformalnym przywództwem Indii i Chin.

Państwa rozwijające się chcą, by w dokumencie końcowym był zapis, że będą musiały redukować emisję gazów cieplarnianych tylko wtedy, jeśli otrzymają pomoc finansową od krajów bogatych. Zresztą nawet pod tym warunkiem proponowane przez biednych redukcje emisji byłyby skromne. Indie, piąte państwo świata pod względem emisji CO2, ponownie ogłosiły, że gotowe są ograniczyć energochłonność swojego przemysłu jedynie o 20-25 proc. I ani trochę więcej. - Interes narodowy jest ważniejszy- bez ogródek przyznał minister ochrony środowiska Indii Jairam Ramesh cytowany przez agencję AP.

W piątek UE zadeklarowała pomoc krajom biednym w celu ograniczenia emisji CO2wwysokości 7,2 mld euro w latach 2010-12.

- Kraje bogate zdają sobie sprawę, że muszą dokonać największych ograniczeń w emisjach. I są gotowe przekazać pomoc finansową, ale państwa rozwijające się też muszą podjąć zobowiązania, z których się wywiążą - denerwował się Andreas Carlgren, szwedzki minister środowiska.

- Są postępy w dyskusji -zapewniała jeszcze wczoraj duńska minister ds. klimatycznych Connie Hedegaard. - Jestem ostrożnym optymistą -wtórował jej sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon, który w niedzielę przyleciał do Kopenhagi.

Jednak szanse na szybki kompromis wydają się małe. Wszyscy czekają na 16-18 grudnia, gdy do Kopenhagi zaczną zjeżdżać szefowie państw i rządów, w sumie ponad setka. Bo chyba już tylko oni będą w stanie przełamać impas. Obecność zapowiedzieli prezydent USA Barack Obama, premier Chin Wen Jiabao, premier Indii Manmohan Singh, prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva, premier Japonii Yukio Hatoyama oraz prawie wszyscy przywódcy państw UE, z premierem Donaldem Tuskiem włącznie.

Nie czekając na wynik rozmów, grupa amerykańskich aktywistów zaczęła realizację symbolicznego planu "B" dla świata. Na wypadek klęski szczytu w samym centrum Waszyngtonu zaczęto budować arkę Noego.

Podziel się