W piątek
"Super Express" opublikował zdjęcia, a na swojej stronie internetowej także film, na którym widać 64-letniego senatora w dwuznacznych sytuacjach, m.in. siedzącego przy stole, na którym znajduje się biały proszek. Według kobiet, które występują w nagraniu, jest to kokaina.
Wcześniej za 400 tys. zł jedna z kobiet próbowała sprzedać film "Rzeczpospolitej". - Nie zdecydowałem się na ich zamieszczenie, bo materiały przedstawiały Piesiewicza w sytuacji prywatnej, która nie nosiła znamion łamania prawa - tłumaczył Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".
"SE": Kompromitacja polityka Z kolei Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny "Super Expressu", broni swojej decyzji opublikowania nagrania, którym kobiety szantażowały senatora. "Pokazujemy negatywne zachowanie polityków bez względu na to, czy znajdują się w sytuacji oficjalnej, czy prywatnej. Jeśli polityk jest uzależniony od narkotyków, wyborcy powinni to wiedzieć. Piesiewicz nie uzyskałby tych pół miliona głosów, gdyby głosujący na niego ludzie wiedzieli, że bierze kokainę" - pisał w piątek.
W dzisiejszym numerze "Super Expressu", Jastrzębowski dodaje, że Piesiewicz skompromitował się jako polityk, ponieważ miał ulec szantażystkom. "Mam nadzieję, że Krzysztof Piesiewicz napisze jeszcze niejeden poruszający scenariusz, ale w parlamencie nie powinniśmy go już oglądać".
Wildstein: Dlatego był przeciwny otwarciu archiwów? Bronisław Wildstein widzi wyraźny związek pomiędzy
kompromitującym Piesiewicza filmem a jego podejściem do lustracji. "Piesiewicz, a potem prezydent wystąpili przeciwko otwarciu archiwów, które, ich zdaniem, upubliczniało życie prywatne śledzonych, czym czyniło im niepowetowaną szkodę. (...) Krzysztof Piesiewicz ma bardzo ładną opozycyjną kartę. Być może, jak każdy z nas, nie chce, aby jego sprawy osobiste zostały wywleczone na widok publiczny. Sugerowałoby to jego żarliwe zaangażowanie - podkreślam - nie przeciw lustracji, ale pełnemu otwarciu archiwów" - wyjaśnia na łamach "Rzeczpospolitej". Podobną opinię wyraził Wildstein w sobotnim wydaniu "Wiadomości"
TVP.
Zdaniem Agnieszki Kublik, nic nie łączy tych dwóch spraw. "Tylko obsesyjnie skoncentrowany na teczkach umysł Wildsteina mógł je powiązać. (...) W ten sposób Wildstein dołączył do szantażystek Piesiewicza. W sojuszu z nimi na antenie telewizji publicznej wykańczał autorytet Piesiewicza" - komentuje na łamach dzisiejszej "Gazety Wyborczej", nazywając hipotezę Wildsteina "łajdacką".
Zaremba: Informujmy, nie epatujmy Piotr Zaremba w dzisiejszym wydaniu dziennika "Polska The Times" zgadza się, że należało ujawnić sprawę Piesiewicza, ponieważ "politykom jednak mniej wolno". Publicyście nie podoba się jednak sposób ujawnienia tematu. - "Super Express" przekroczył granice, publikując zdjęcia. Posłużył się też brutalnym językiem. To może sprawiać wrażenie nagonki - ocenia Zaremba.
Przeciwnego zdania jest inny komentator "Polski" - Michał Karnowski. "Zarzuty, że gazeta skazała senatora na infamię, nie mają potwierdzenia w faktach. (...) W tej konkretnej sprawie także nie dostrzegam potępienia, ale raczej współczucie" - mówi w wywiadzie dla "SE".
Godzic: Media mają obowiązek ujawniać takie sprawy Tymczasem według medioznawcy Wiesława Godzica, tabloid nie przekroczył żadnych granic. - Media mają obowiązek obserwować i nagłaśniać takie postępowanie polityków, które wpływa na sprawowany przez nich urząd, nawet jeśli dotyczy to sytuacji intymnych. Piesiewicz występował zawsze jako postać moralna i pouczająca, więc jeśli gazeta odkryła coś, co podważa ten wizerunek, to powinna to ujawnić - mówi Godzic na łamach "SE".
- Niestety, w polskim dziennikarstwie zbyt często mamy do czynienia z ludźmi, którzy czują się depozytariuszami bądź kapłanami konkretnej idei. To oni mają decydować, co jest dobre, a co złe - dodaje medioznawca.
Żakowska: Nie ma ludzi krystalicznie czystych Magdalena Żakowska
zarzuca tabloidowi obłudę w opisywaniu sprawy Piesiewicza. "Czy branie kokainy podważa jego autorytet? Jeśli autorytet to człowiek krystaliczny, który nigdy nie błądzi - być może. Tyle że tacy ludzie nie istnieją. Jeśli autorytet to człowiek, który błądzi rzadziej od innych - to Piesiewicz do takich należy" - pisze w weekendowej "Gazecie Wyborczej".
Żakowska dodaje, że nawet jeśli Piesiewicz zażywał kokainę, nie oznacza to, ze sprzeniewierzył się swoim zasadom. "Nigdy nie prowadził w Senacie krucjaty antynarkotykowej. Ani nie postulował legalizacji narkotyków" - wyjaśnia.
Zdaniem Żakowskiej, nie wszystkie fakty z prywatnego życia polityka mają wpływ na to, jakim jest człowiekiem. „Wielkość stolca, stan uzębienia i upodobania erotyczne nie mają wpływu na to, czy człowiek jest uczciwy, czy nie. Gdyby było inaczej, w kolejnych wyborach do Sejmu wystartowałby tylko jeden kandydat - naczelny » Super Expressu «” - pisze Żakowska.
Abp Życiński: Media mówią językiem przestępców - Przyjąłem z bólem i szokiem sposób potraktowania dramatu Krzysztofa Piesiewicza przez część polskich mediów - powiedział w sobotę arcybiskup Józef Życiński. - Media, i to nie tylko tabloidy, wyraźnie mówią językiem nihilizmu, powtarzając na niektórych łamach wątek: nie mamy autorytetów moralnych -
ubolewał metropolita lubelski .
Jego zdaniem, w ten sposób "środowisko dziennikarskie, tak zasłużone dla rozwijania polskiej kultury, zmienia radykalnie swoją tożsamość, przemawiając językiem przestępców, identyfikując się z szantażystami".