Sprawa śmierci Grzegorza Przemyka przedawniona od 5 lat

tan
14.12.2009 , aktualizacja: 14.12.2009 13:41
A A A Drukuj
Sprawa śmierci Grzegorza Przemyka jest przedawniona od 1 stycznia 2005 roku - uznał warszawski Sąd Apelacyjny. Sąd rozpatrywał apelację Ireneusza K., oskarżonego o śmiertelne pobicie 19-latka w maju 1983 roku. Obrona domagała się uniewinnienia milicjanta bądź umorzenia sprawy na mocy przedawnienia.
Grzegorz Przemyk
Fot. archiwum
Grzegorz Przemyk
Dzisiejszy wyrok jest prawomocny, aczkolwiek pełnomocnicy oskarżającego ZOMO-wca ojca Przemyka zapowiadają wniosek o kasację do Sądu Najwyższego.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Rafał Kaniok wyjaśnił, że czyn zarzucony Ireneuszowi K. - umyślny udział w pobiciu z nieumyślnym skutkiem (w postaci śmierci lub ciężkiego uszkodzenia ciała) - nie jest objęty artykułem Kodeksu karnego, który przewiduje, że nie przedawniają się najcięższe umyślne przestępstwa popełnione przez funkcjonariuszy publicznych. Sąd podkreślił, że K. nie zarzucono umyślnego spowodowania śmierci ani ciężkiego uszkodzenia ciała - gdyby tak było to sprawa, by się nie przedawniła.

"Umorzenie tej sprawy, to umorzenie spraw ze stanu wojennego"

Ojciec Przemyka - Leopold nie chciał komentować wyroku. Jego pełnomocnik, mec. Andrzej Zalewski powiedział dziennikarzom, że taki wyrok oznacza, iż umorzyć będzie trzeba wiele innych spraw ofiar stanu wojennego pobitych na komisariatach milicji. - Tam zwykle było tak, że biło wielu milicjantów i nie da się ustalić, kto, czego dokonał, ani tym bardziej - czy przewidywał skutki - powiedział, zapowiadając kasację do SN.

Skazany na 8 lat

Ireneusz K., były ZOMO-wiec, został w zeszłym roku skazany na 8 lat więzienia. K. był sądzony wtedy piąty raz, po raz pierwszy zapadł wyrok skazujący. Wcześniej sądy uwalniały go od winy w tej jednej z najgłośniejszych zbrodni aparatu władzy PRL. Wyroki uniewinniające uchylały sądy wyższych instancji.

- Ireneusz K. był jednym z trzech milicjantów, którzy bili Grzegorza Przemyka w komisariacie MO - uznał w maju zeszłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie. Według sądu Przemyk został wręcz skatowany na komisariacie.

Świętował zdaną maturę

12 maja 1983 roku 19-letni Grzegorz Przemyk świętował wraz z kolegą zdanie matury. Poszli się przejść, na Starówkę. Na Placu Zamkowym zatrzymali ich funkcjonariusze MO. Został przewieziony na komisariat na ul. Jezuickiej. - Bijcie tak, żeby nie było śladów - miał krzyknąć do podwładnych dyżurny komisariatu.

Przed śmiercią Grzegorz powiedział matce, że milicjanci z Jezuickiej bili go łokciem w brzuch. - Po raz pierwszy zdecydowałam się obejrzeć zdjęcia z sekcji Grzegorza Przemyka. I nie wiem, jak mogą żyć i mieć rodziny ludzie, którzy doprowadzili tego chłopaka do takiego stanu. To nie mogło być jedno uderzenie - to musiały być uderzenia, kopnięcia i ciosy. I to te urazy spowodowały, że Grzegorz nie miał żadnej szansy na przeżycie. Nie było takiej możliwości - powiedziała na ostatniej rozprawie pełnomocnik Leopolda Przemyka, Ewa Milewska-Celińska.

Pogrzeb Grzegorza Przemyka odbył się 19 maja 1983. Zjawiło się na nim kilkadziesiąt tysięcy osób.

Atak na Berlusconiego. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: Kliknij, by obejrzeć galerię

Podziel się