Berlusconi "rozgoryczony". Politycy oskarżają się o "podżeganie do przemocy"

awe, PAP
14.12.2009 , aktualizacja: 10.08.2010 11:37
A A A Drukuj
Berlusconi ranny podczas wiecu w Mediolanie Fot. LIVIO ANTICOLI AP Berlusconi ranny podczas wiecu w Mediolanie
Premier Włoch Silvio Berlusconi, zaatakowany w Mediolanie, nie będzie operowany, ale pozostanie w szpitalu co najmniej 48 godzin. Jak poinformował szpital, odniesione rany są poważne. Tymczasem włoscy politycy wzajemnie oskarżają się o podżeganie do przemocy.
Mediolan. Zdjęcie wykonane zaraz po ataku na Berlusconiego w 2009 roku
Fot. STRINGER/ITALY REUTERS
Mediolan. Zdjęcie wykonane zaraz po ataku na Berlusconiego w 2009 roku
Osobisty lekarz Berlusconiego Alberto Zangrillo - który jest jednocześnie ordynatorem w mediolańskim szpitalu San Raffaele, gdzie Berlusconi przebywa - wyjaśnił, że premier nie stracił ani na chwilę przytomności.

- Teraz jest spokojny, ale niewątpliwie bardzo zasmucony i rozgoryczony z powodu tego, co się stało - oświadczył lekarz premiera. Wcześniej informowano, że Berlusconi pozostanie na obserwacji przez 24 godziny.





W wyniku ataku niezrównoważonego mężczyzny, premier Włoch ma pękniętą kość nosową, poważne uszkodzenie dwóch zębów oraz wymagająca założenia szwów ranę na wardze. Według lekarzy, do zdrowia powróci nie wcześniej niż za 20 dni. Na razie jest pod ich obserwacją.

Raniony miniaturką katedry

W komunikacie szpitala stwierdzono, że odniesione rany są poważne. Niezrównoważony psychicznie mężczyzna po wiecu w Mediolanie rzucił w kierunku Berlusconiego miniaturkę miejscowej gotyckiej katedry, która trafiła szefa rządu w twarz.

42-letni napastnik od dziesięciu lat leczy się psychiatrycznie. Po zajściu został ujęty przez policję i musiał być przez nią ochraniany przed atakami oburzonych ludzi. Miał przy sobie także krucyfiks i gaz łzawiący.

Politycy wstrząśnięci atakiem

Napaść na premiera wywołała powszechne poruszenie. Prezydent Giorgio Napolitano potępił ją i zaapelował do polityków o złagodzenie klimatu, tak by zapobiec "wszelkim odruchom i spirali przemocy". Rzecznik Watykanu ksiądz Federico Lombardi wyraził solidarność z premierem i wskazał na niebezpieczeństwo przejścia "od przemocy słów do przemocy czynów".

Burza w Włoszech

Z kolei politycy centroprawicowej włoskiej koalicji obarczają lidera partii Włochy Wartości Antonio Di Pietro polityczną odpowiedzialnością za niedzielną napaść na premiera Silvio Berlusconiego w Mediolanie. Jeszcze większe oburzenie wywołała jego reakcja na zranienie szefa rządu. Di Pietro wyraził bowiem opinię, że to premier "podżega do przemocy".

Zwracając się do Di Pietro rzecznik partii Berlusconiego powiedział: - Wstydź się, robisz krzywdę Włochom. Jesteś niebezpieczny i lepiej, żeby Włosi wiedzieli, kim jesteś i jakie szkody możesz jeszcze wyrządzić krajowi.

Wiceminister obrony Guido Crosetto zapowiedział, że w poniedziałek z grupą parlamentarzystów złoży w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Di Pietro. Zarzuca mu "udział w grupie przestępczej".

Inni politycy Ludu Wolności mówią: "To wina Di Pietro", "Di Pietro do więzienia", "trzeba go izolować". - Jego słowa są niedopuszczalne, nie można w żaden sposób usprawiedliwiać przemocy - ocenił przewodniczący Izby Deputowanych Gianfranco Fini.

Premier Silvio Berlusconi przeżył już podobny atak kilka lat temu w Rzymie, gdy młody mężczyzna uderzył go statywem kamery, raniąc go w głowę.

Atak na Berlusconiego. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię : Kliknij, by obejrzeć galerię

Podziel się