Jak podaje "Wprost", Piesiewicz złożył doniesienie, że jest szantażowany. Osoby, które zostały w związku z tym zatrzymane, miały oskarżyć senatora o posiadanie kokainy.
Z kolei z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika, że szantażystkami są dwie kobiety, które w 2008 r. kilkakrotnie towarzysko spotykały się z Krzysztofem Piesiewiczem, a jedno z takich spotkań nagrały.
400 tysięcy złotych za nagrania Na krótkich filmikach zarejestrowanych aparatem fotograficznym, widać 64-letniego senatora w dwuznacznych sytuacjach. Na jednym z nich Piesiewicz siedzi przy stole, na którym znajduje się biały proszek. Po chwili substancja znika. Z informacji, do których dotarła "Rzeczpospolita", wynika, że przynajmniej jedna z kobiet twierdzi, że była to kokaina. Zapewnia również, że senator zażył narkotyk.
Z informacji gazety wynika, że za nagrania szantażyści chcą od senatora ok. 400 tys. złotych.
Dlaczego kobiety zdecydowały się nagrać polityka? Otóż jedna z kobiet twierdzi, że na początku znajomości Piesiewicz miał im obiecać załatwienie pracy, ale tego nie zrobił.
Śledztwo prokuratury, senator bez immunitetu Po informacjach o domniemanym szantażu śledztwo wszczęła
Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która wystąpiła do Marszałka Senatu z prośbą o uchylenie immunitetu - podał na swoich stronach internetowych "Wprost".
Senator PO jednak sam wyraził zgodę na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. - Zostałem pomówiony i chcę złożyć w tej sprawie wyjaśnienia w prokuraturze. Na temat samego śledztwa nie mogę się wypowiadać. Mogę tylko powiedzieć, że pomówienia są jego niewielkim fragmentem - mówi "Wprost" senator PO.
Krzysztof Piesiewicz w latach 80. był oskarżycielem posiłkowym w procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki. Występował także jako obrońca płk. Ryszarda Kuklińskiego. W latach 90. był doradcą Regionu Mazowsze NSZZ "Solidarność". Wraz z Krzysztofem Kieślowskim tworzyli scenariusze do 17 filmów, m. in. "Dekalogu", wielokrotnie nagradzany w kraju i zagranicą.
Czytaj więcej na stronach
"Wprost" i
"Rzeczpospolitej".