W Kopenhadze rusza dziś międzynarodowy szczyt klimatyczny. Światowi przywódcy powinni uzgodnić porozumienie dotyczące redukcji emisji gazów cieplarnianych do 2020 roku. Na szczegółowe decyzje w tej sprawie liczy Unia Europejska, która zamierza apelować o ambitne plany walki z globalnym ociepleniem.
Fot. PAWEL KOPCZYNSKI REUTERS
Globus ustawiony na przedmieściach Kopenhagi
Chodzi o to, by wszyscy uczestnicy szczytu zadeklarowali dalsze, znaczące redukcje emisji gazów cieplarnianych - zarówno kraje rozwijające się, jak i rozwinięte. Szwecja, kierująca pracami Unii uważa, że kluczowe dla porozumienia będą między innymi deklaracje Stanów Zjednoczonych i Chin. Stąd presja na te państwa. "Nalegamy, by położyły ambitne oferty na stole" - mówił szwedzki minister środowiska Andreas Carlgren.
Jeśli Unia uzna deklaracje za wystarczające, wtedy jest gotowa zaoferować, że sama zwiększy redukcję emisji gazów z 20 do 30 procent. W Kopenhadze światowi przywódcy mają też uzgodnić w jaki sposób pomogą krajom rozwijającym się i najuboższym w ich walce ze zmianami klimatycznymi. Unia Europejska jeszcze nie zdecydowała jaką sumę przekaże, też czeka najpierw na oferty najbogatszych państw świata i od nich uzależnia swoje wsparcie.
Bruksela zaproponowała na razie przedział ewentualnej unijnej pomocy - od dwóch do piętnastu miliardów euro rocznie.