Walka o życie 32-letniego lekarza trwała prawie trzy tygodnie, zmarł w sobotę we Wrocławiu. To pierwsza na Dolnym Śląsku śmiertelna ofiara wirusa A/H1N1.
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
U lekarza ze szpitala w Kępnie w Wielkopolsce potwierdzono obecność wirusa AH1N1. Jego stan jest ciężki.
Na co dzień pracował jako asystent w klinice chirurgii serca Samodzielnego Szpitala Klinicznego przy ul. Skłodowskiej-Curie, dorabiał też na oddziale ratunkowym w szpitalu w Kępnie.
Właśnie tam, podczas dyżuru, źle się poczuł i zasłabł. Trafił na oddział wewnętrzny, ale dzień później jego stan gwałtownie się pogorszył. Nie mógł samodzielnie oddychać, więc przeniesiono go na oddział intensywnej terapii i podłączono do respiratora. 16 listopada potwierdzono u niego obecność wirusa nowej grypy. Dlatego sanepid objął nadzorem epidemiologicznym także jego żonę i dziecko. Oboje okazali się nosicielami wirusa, jednak na szczęście żadne nie zachorowało.
26 listopada zapadła decyzja o przetransportowaniu lekarza z Kępna na oddział intensywnej terapii jego rodzimego szpitala. Pacjenta podłączono do sztucznego płuca, które sprowadzono z kliniki w Zabrzu i przewieziono karetką do Wrocławia. Po drodze ambulans musiał kilka razy zatrzymywać się na stacjach benzynowych, żeby doładować baterie aparatu.
W sobotę przed południem chory zmarł, nie odzyskując przytomności. - Bezpośrednią przyczyną była niewydolność oddechowa wywołana powikłaniami po grypie - mówi dyżurny dolnośląskiego centrum zarządzania kryzysowego. Lekarze zapewniają, że zgon młodego medyka nie miał związku z kłopotami podczas podróży karetką z Kępna do Wrocławia.
Mężczyzna jest pierwszą ofiarą nowej grypy na Dolnym Śląsku.
Państwowy Zakład Higieny, który ewidencjonuje zachorowania na grypę, informuje, że pomiędzy 23 a 30 listopada wirus zaatakował 9 tys. 495 Dolnoślązaków.