Beata Kempa uważa, że PO odwołała ją i Zbigniewa Wassermanna, gdyż obawiała się, że komisja dojdzie do niewygodnej dla Platformy prawdy. - Celowo PO chciała sparaliżować pracę komisji. Sparaliżowanie prac leży w interesie PO. Zaczęliśmy dochodzić do prawdy - mówiła w
TVN24.
Minie bowiem kilka tygodni zanim komisja ponownie zacznie pracę, a nowi posłowie
PiS-u muszą się jeszcze zapoznać z "tysiącami stron" akt. To spowoduje poważne opóźnienie, a terminarz prac komisji jest już i tak bardzo napięty. - Byliśmy sprawniejsi w szukanie prawdy i za to zostaliśmy ukarani. Dzisiaj my, a jutro zwykły Kowalski - podsumowała decyzję członków komisji. Już wcześniej, po zgłoszeniu wniosku o wykluczenie,
straszyła "totalitaryzmem".
- To oczywisty dowód przyznania się PO, że popełniła aferę hazardową - skomentował odwołanie
Zbigniew Wassermann w programie "Piaskiem po oczach". Podtrzymał również tezę Kempy, że ich wykluczenie było związane z tym, że zbyt skutecznie szukali prawdy.
Naciski Sekuły? - Poseł Sekuła próbował nakłonić mnie, żebym wycofała wniosek o ściągnięcie bilingów pana Schetyny - powiedziała Kempa. Według niej, mógł być to kolejny powód odwołania. Ponoć PO miało bać się konsekwencji ich opublikowania. Ostatecznie jednak komisja przyjęła wniosek Kempy.