Ksiądz Roman K., guru zbuntowanych betanek odpowiada przed sądem za naruszenie miru domowego w domu zakonnym w Kazimierzu Dolnym. Sprawa już po raz drugi była w mediacji, ale rozmowy zakończyły się fiaskiem. Do ugody nie doszło.
Wydawało się, że proces będzie się toczył w normalnym trybie, ale pełnomocnik Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej nieoczekiwanie zaproponował warunkowe umorzenie postępowania wobec księdza na dwuletni okres próby.
Betanki stawiają jednak określone warunki: chcą przeprosin o jednakowej treści na łamach ogólnopolskiej prasy (w dwóch czasopismach: "Niedzieli" i w "Rzeczpospolitej, na 3 stronie gazety). Dodatkowo żądają też 5 tysięcy złotych nawiązki na cele statutowe Hospicjum dla Dzieci imienia Małego Księcia.
Sąd zarządził przerwę - miała trwać 15 minut, a trwała prawie godzinę. Ks. Roman K. na sądowym korytarzu najpierw rozmawiał ze swoim pełnomocnikiem, potem gdzieś dzwonił. Po przerwie mec. Maciej Kalinowski poprosił o wyznaczenie nowego terminu rozprawy. - Chodzi o to, by oskarżony mógł się szczegółowo z wnioskiem zapoznać - mówił obrońca duchownego. Posiedzenie w sprawie umorzenia postępowania sąd wyznaczył na 21 grudnia.
Jakiej treści są przeprosiny? Zakonnice chcą, by Roman K. opublikował w prasie ogłoszenie następującej treści:
"Ja ksiądz Roman K. wyrażam szczery żal z powodu mojej obecności w domu zakonnym Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej w Kazimierzu Dolnym bez zgody Zgromadzenia. Przyznaję, że moja postawa spowodowała publiczne zgorszenie i wprowadziła zamieszanie u wiernych. Przepraszam wspólnotę Kościoła za nieposłuszeństwo decyzjom Stolicy Apostolskiej, przepraszam także Zgromadzenie Sióstr Rodziny Betańskiej, Pasterzy Archidiecezji Lubelskiej i wiernych, szczególnie rodziców Sióstr Betańskich".
Rok 2009 na zdjęciach fotoreporterów Reuters. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: