Burkhard Benecken, który reprezentuje jedną z 15 osób aresztowanych w Niemczech, miał wgląd w akta sprawy zgromadzone przez prokuraturę w Bochum. Zdaniem Beneckena międzynarodowa szajka nie miała żadnych oporów nie tylko przed korumpowaniem piłkarzy, sędziów, trenerów i obserwatorów, ale także przed zastraszaniem. Zdarzało się, że ci byli przetrzymywani pod koszem w piwnicy, a piłkarzom dodawano do jedzenia środki uspokajające. - Zdaniem prokuratury zdarzały się przypadki skrajnej przemocy - stwierdził Benecken.
Niemiec dodał, że lekarz drużyny ze Słowenii dostał środki uspokajające, które miał użyć wobec piłkarzy ze swojego zespołu. Szefowie kuchni w luksusowych hotelach także byli skłaniani do "obezwładniania" zawodników.
Klient Beneckena, zidentyfikowany tylko jako Deniz C., jest oskarżony m.in. o porwanie. - Ma taki zarzut. Miał porwać kogoś i przetrzymywać go przez trzy dni - przyznaje adwokat.
Do aresztowań doszło kilkanaście dni temu - niemiecka i szwajcarska policja zatrzymały 17 osób podejrzewanych o ustawianie ponad 200 meczów w kilku państwach Europy. Chodzi o tegoroczne spotkania w ligach niemieckiej (ale nie w Bundeslidze), austriackiej, belgijskiej, bośniackiej, chorwackiej, węgierskiej, słoweńskiej, szwajcarskiej oraz tureckiej. Podejrzenie dotyczy także spotkań Ligi Mistrzów oraz 12 Ligi Europejskiej. Prokuratura podejrzewa, że do nieprawidłowości doszło także w meczach eliminacyjnych mistrzostw Europy U-21.
Zatrzymani mieli dawać łapówki trenerom, piłkarzom, sędziom i obserwatorom za ustawianie spotkań. Ich szefowie obstawiali te mecze u europejskich oraz azjatyckich bukmacherów. Na zakładach bukmacherskich zarobił 10 mln euro.