- Działałam tylko i wyłącznie na jego żądanie. Działałam na zlecenie firmy - odpowiedziała, pytana, czy to ona kreowała znajomość z agentem Tomaszem Małeckim. Marczuk-Pazura podkreśliła, że to agent zgłosił się do niej nie tylko z propozycją biznesową, ale też przez dłuższy czas chciał uchodzić za jej przyjaciela.
Zapytana o to, czy wiedziała, że może brać udział w procederze korupcyjnym, odpowiedziała że wykluczała taką możliwość. - Przy tej prywatyzacji, przy aukcji publicznej, nie ma możliwości korupcji. Nie ma takiej szansy - tłumaczyła była jurorka "You Can Dance" dodając, że powiedziano jej, iż "tarcza korupcyjna działa tak dobrze, że ryzyka korupcji nie ma".
O łapówce nie było mowy - Ani razu nie padło słowo łapówka - dodała, mówiąc o swoich kontaktach z agentem Tomaszem. - Z tego co ja rozumiem, chociaż nic z tego nie rozumiem, to wygląda na to, że to ja miałam przyjąć korzyść majątkową - odpowiedziała, zapytana o to, czy miała być pośrednikiem w korupcyjnym procederze.
Na koniec rozmowy Marczuk-Pazura powiedziała, że sąd II. instancji obniżył kwotę jej poręczenia majątkowego, początkowo wyznaczonego na 600 tysięcy złotych. Z tej sumy zwrócono jej 500 tysięcy.
Była żona Cezarego Pazury jest podejrzana o powoływanie się na wpływy oraz żądanie i wzięcie łapówki za pośredniczenie w korzystnym rozstrzygnięciu procesu prywatyzacyjnego Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Chodzi w sumie o 450 tys. zł, z których przyjąć miała pierwszą transzę w wysokości 100 tysięcy złotych.
Krach w Dubaju. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: