18 września 1050 metrów pod ziemią na ruchu Śląsk, części kopalni Wujek-Śląsk, zginęło 12 górników, ośmiu kolejnych zmarło w następnych dniach w szpitalach. Dziś odbyło się kolejne posiedzenie komisji Wyższego Urzędu górniczego badającej przyczyny katastrofy. Eksperci przebadali około 75 proc. urządzeń elektrycznych. Ich stan był fatalny.
- Były uszkodzone, nie spełniały norm ognioszczelności - mówi Krzysztof Król - rzecznik Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach. - Każde to urządzenie mogło zaiskrzyć i spowodować zapłon metanu. Te urządzenia to m.in. kable wysokiego napięcia i transformatory. Zapalenie i wybuch metanu miały miejsce w okolicach ściany wydobywczej. Tam doszło też do wypalenia, ale nie wybuchu, pyłu węglowego.
Do tej pory WUG informował o tym, że w rejonie katastrofy pracowało w dniu katastrofy zbyt wielu górników. Dziś komisja badająca przyczyny katastrofy podała dokładne liczby. - W chodniku nr 3, w strefie szczególnego zagrożenia mogły przebywać trzy osoby, a było tam ich siedem. Wszyscy zginęli. Natomiast w strefie szczególnego zagrożenia tąpaniami nie powinno być nikogo, natomiast były 23 osoby, 5 z nich zginęło - wylicza Król.
Kto i dlaczego skierował tych górników do pracy w tym miejscu? Tym zajmie się komisja na kolejnych posiedzeniach. Dzisiejsze było ostatnim w tym roku. Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach przesłuchał w sumie w tej sprawie ponad 120 osób.