- Mam sympatię do Jana Krzysztofa Bieleckiego i gdyby on był w zasięgu i był tym trzecim, to bym go poparł - powiedział w Radiu ZET
Lech Wałęsa.
Były prezydent przyznał, że "niezłym układem" byłaby sytuacja, gdyby Bielecki chciał kandydować na prezydenta lub gdyby chciał zostać premierem, a wtedy Donald Tusk byłby prezydentem. - Byłoby to bardziej czytelne - przyznał Wałęsa.
Bielecki - as w rękawie premiera? A wczoraj wieczorem znów zrobiło się głośno o byłym premierze. Jan Krzysztof Bielecki po sześciu latach przestał być szefem banku Pekao SA. Według dzisiejszego "Dziennika Gazety Prawnej" powodem jego odejścia był spór z włoską centralą UniCredit o sposób zarządzania firmą.
O Bieleckim mówiło się też w kontekście zmian w rządzie po wybuchu afery hazardowej. Były premier miał doradzać obecnemu jak wyjść z kryzysu rządowego obronną ręką i kogo nominować w miejsce odwołanych ministrów.
Lech Kaczyński? Mam go serdecznie dość Wcześniej Lech Wałęsa pytany o ewentualną kandydaturę Włodzimierza Ciemoszewicza na prezydenta powiedział, że patrzy bardziej na prawo. - W Europie i w Polsce idzie dyskusja na czym chcemy budować, czy na ulotnych wartościach lewicowych, czy wartościach praktycznych prawicowych, ale mądrej prawicy - podkreślił Wałęsa i od razu ostro skrytykował obecnego prezydenta - Mam go serdecznie dość.
Wałęsa skomentował też zapowiadane przez premiera zmian w konstytucji. Jego zdaniem powinniśmy mieć system prezydencki. - Premier powoływany przez prezydenta i jemu podlegający. Ale tylko na 10 lat. Jeśli by się nie sprawdziło, to wracamy do parlamentaryzmu - dodał Wałęsa.