Sobotnie wystąpienie premiera Donalda Tuska, w którym
zaproponował zmianę konstytucji (m.in. wybór prezydenta przez
Sejm, mniejszy parlament) wywołał polityczną burzę.
Opozycja nie zostawia na propozycji suchej nitki.
PiS uważa, że to zabieg marketingowy, inni politycy, że
polityczna "mission impossible". Mariusz Błaszczak z PiS widzi w tym
strach Tuska przed przegraną w wyborach prezydenckich A prasa?
To nie koniec świata, ale... "Rzeczpospolita": "Sytuacja, w której głowa państwa ma potężny mandat wyborczy, a jednocześnie niewielkie uprawnienia musi budzić frustrację" - zauważa Piotr Skwieciński. Rozwiązania widzi dwa - albo zachować system wyborczy i zwiększyć uprawnienia głowy państwa (zaznacza, że to nierealne), albo zwiększyć rolę rządu kosztem prezydenta (bardziej prawdopodobne). - I nie oznaczałoby końca świata - pisze publicysta.
Ale... Skwieciński pisze, że obecna ordynacja wyborcza i ustawa o finansowaniu partii uniemożliwia dotarcie do "świadomości społecznej" nowych sił politycznych. Wybory prezydencie miały być ostatnim dopływem świeżej politycznej krwi. Wprowadzenie zmian w konstytucji oznaczałoby " ostateczne ugruntowanie politycznego oligopolu ze wszystkimi złymi tego konsekwencjami".
Pomysł dobry, ale nie w Polsce Paweł Fąfara z "Polski The Times" nie ma wątpliwości - propozycja Tuska jest dobra dla obywateli, ale wchodzi w paradę politykom. Byłyby lekiem na paraliż władzy i owocowałaby przez lata. Ale przepadnie - - Największą słabością tych propozycji jest to, że premier proponuje pozostałym politykom i partiom uczciwy zakład - pisze Fąfara.
Jego zdaniem kalkulacja pozostałych partii nie wykracza poza partyjny krótkoterminowy interes. Jak kalkulują partie? - Najpierw zobaczymy, czy nam to się opłaca, a potem zastanowimy się, czy jest to dobre również dla kraju - pisze dalej.
Piotr Zaremba w tym samym w dzienniku zauważa, że "skupienie władzy w rękach rządu i jego kanclerskiego szefa oznacza bezwzględną dominację jednej partii na cała kadencję". I mówi, że w Polsce to nie jest dobry układ - Każda kolejna większość pisze prawa pod siebie i manipuluje państwem, służbami specjalnymi (...). Być może więc odejście od systemu równoważenia jednych instytucji przez inne nie powinno być całkowite - dodaje.
GW: Tusk gra "pod siebie" Paweł Wroński w "Gazecie Wyborczej" pisze, że pomysł jest dobry. - Osłabienie weta [prezydenta -red.] jest potrzebne. Warto też osłabić możliwości blokowania przez prezydenta umów międzynarodowych. Polski nie stać na dwie polityki zagraniczne i odebrać mu prawo wyboru szefa sztabu generalnego oraz dowódców wojsk - pisze Wroński.
Publicysta "Gazety" pisze jednak, że wybór prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe w 2010 roku nie jest dobrym pomysłem - Bez trudu zostałby nim kandydat Platformy. Proponuje datę dopiero 2015. - Rodzi się podejrzenie, że Tusk pisze konstytucję "pod siebie". Jeśli będą szanse na wzmocnienie premiera, zostanie premierem. Jeśli się nie uda, wystartuje na prezydenta - pisze "GW".
"Dziennik" nie ma złudzeń. Dopóki na polskiej scenie politycznej najważniejszymi graczami są bracia Kaczyńscy i Donald Tusk, to debata ws. zmiany konstytucji nie będzie dotyczyć ustroju, a wyższości jednej partii nad drugą.