Pedofile bezpieczni? Sprawdzanie dysku trwa dwa lata

tan, asz
23.11.2009 , aktualizacja: 23.11.2009 11:47
A A A Drukuj
Dwa lata musi czekać policja z Gorzowa, żeby dowiedzieć się, co jest na dysku komputera mężczyzny podejrzanego o rozpowszechnianie materiałów pedofilskich - pisze "Gazeta Wyborcza". - Nie mając tych informacji, nie mogliśmy mu w lutym postawić zarzutów - mówi prokurator. Policjanci byli wściekli: - Jarosław L. wymknął się i rozpoczął łowy.
Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia
Fot. Michał Jasiulewicz / AG
Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia
Lokalnego biznesmena Jarosława L. gorzowscy policjanci zatrzymali w lutym 2009 r. Z Belgii nadeszła informacja, że rozpowszechnia on w Internecie treści pedofilskie. Dysk twardy z komputera L. trafił do policyjnego laboratorium w Gorzowie. Na analizę poczeka dwa lata. - Mamy jednego eksperta z uprawnieniami z informatyki, a dysków dużo - mówi "GW" wiceszef laboratorium.

W lutym L. nie przyznał się do winy, a prokuratura nie mogła postawić zarzutów, bo nie nadal wie, co jest na komputerze mężczyzny. Kilka tygodni później biznesmen zgłosił się do kobiety w ciężkiej sytuacji materialnej, która w ogłoszeniu prosiła o wsparcie. L. w smsie zaproponował jej, że zrobi nagie zdjęcia jej dzieciom i "zapłaci" za to 500 złotych. Matka wyciągnęła od L. więcej informacji i poszła na policję.

Funkcjonariusze zastawili na biznesmena pułapkę, proponowali mu spotkanie, korespondowali z nim przez pół roku. Tydzień temu Jarosław L. ponownie został zatrzymany. Dostał trzy miesiące aresztu i zarzuty ws. próby robienia nagich zdjęć dzieciom i usiłowania seksu z 13-latką zwabioną do lasu (dziewczynka go rozpoznała). Nie przyznał się.

"Gazeta Wyborcza" pisze, że Jarosław L. wspólnie z b. posłem PO Waldemarem Szadnym prowadzi firmę, która wykorzystuje fundusze UE i pomaga biednym kobietom w znalezieniu pracy. Czy również im proponował pieniądze w zamian za nagie zdjęcia dzieci? Prokuratura to sprawdzi.

A dysk nadal czeka na ekspertyzę

Twardy dysk z komputera mężczyzny nadal czeka na ekspertyzę. - Ekspert teraz nie pracuje. Od marca jest w szkole oficerskiej. Jak wróci, zacznie analizę od najdłużej czekających dysków. Ostatnie są jeszcze z 2007 roku - mówi "Gazecie Wyborczej" wiceszef laboratorium w Gorzowie.

Czytaj tekst w "Gazecie Wyborczej"

Podziel się

  • 1