"Ośmiu wspaniałych", czyli kto gra w nowym zespole Kaczyńskiego W ocenie Dolniaka, Zespół Pracy Państwowej powinien się nazywać Zespołem Pracy Wyborczej na rzecz kampanii samorządowej oraz prezydenckiej. - Pod płaszczykiem dbałości o program naprawy państwa, kryje się pokusa, by poza wyborczymi mechanizmami realizować kampanię wyborczą - powiedział Dolniak.
Według niego, w prezentacji zespołu więcej jest emocji i wydźwięku medialnego niż faktycznie ciekawych propozycji. - Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby prace tego zespołu nie okrasiły kolorowych billboardów i spotów - powiedział. Zdaniem Dolniaka, "forma zapewne szybko przebije treść, która również nie będzie zawierała wartych uwagi propozycji zmian".
Pytany, czy PO nie obawia się działań podejmowanych przez
PiS Dolniak odparł, że on raczej ubolewa nad jakością propozycji, ich słabością, gdyż chciałby w opozycji widzieć poważnego recenzenta prac rządzących. Zdaniem polityka Platformy, prezentacja Zespołu Pracy Państwowej to podobny zabieg do tego, który prezes PiS
Jarosław Kaczyński wykonał na początku roku "informując całą Polskę o nowym programie partii, co szybko przebrzmiało".
Trzecia inicjatywa, te same twarze Podobnego zdania jest Piechociński, który podkreślił, że jest to trzecia tego typu inicjatywa PiS w obecnej kadencji parlamentu, bo już wcześniej mówiło się o gabinecie cieni, później o pre-rządzie, a obecnie o Zespole Pracy Państwowej.
W jego ocenie, wielką słabością tego pomysłu jest to, że w zespole pojawiają się ciągle ci sami politycy. - PiS mówi o gigantycznym zapleczu merytorycznym, a pokazuje ciągle te same twarze" - zwrócił uwagę. - Dzisiaj było więcej deklaracji merytorycznej, a jak będzie - zobaczymy w praktyce do kolejnego zwrotu medialnego - mówił, pytany o to jakich rezultatów można się spodziewać po pracy zespołu.
Próba "unormalnienia"? Polityk
PSL uważa, że PiS ma problem ze zdefiniowaniem swojej polityki wobec rządu, a szczególnie wobec PO i dlatego nieprzypadkowo teraz wychodzi z nową inicjatywą. - To zdefiniowanie jest o tyle trudne, że (PiS) chodzi w nim od ściany do ściany, a więc od filmików i bombardowania bardzo gwałtownym, mocnym, zjadliwym językiem, po dzisiejsze pomysły. Uciekają od przeszłości, teraźniejszości i mówią o tym, co zrobią lepiej na tle rządu w przyszłości - to jest ich taktyka - powiedział.
Natomiast Iwiński ocenił, że powołanie Zespołu jest próbą "pokazania, że PiS nie jest formacją awanturniczą tylko taką, która spokojnie chce działań i wyciąga wnioski z własnych błędów". Jednocześnie zaznaczył, że dopiero za rok będzie można ocenić rezultaty pracy zespołu.
Inicjatywę PiS określił Iwiński, jako "unormalnienie polskiej polityki w sensie teoretycznym", natomiast - jak dodał - na ile się to przełoży na praktykę, to pokaże dopiero czas. Według polityka
SLD, wśród pomysłów, które zaprezentowano na konferencji prasowej zabrakło ustosunkowania się np. do reformy finansów publicznych.
- Dzisiejsza prezentacja była także w jakiejś mierze, nie wiem na ile planowaną, próbą odzyskania inicjatywy politycznej przez PiS, próbą zrównoważenia, w związku z "biegunką" pomysłów PO i premiera w dwulecie rządów - ocenił Iwiński.