Premier chce m.in., by prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe, a całą odpowiedzialność za władzę wykonawczą ponosił rząd. Tusk chce też ograniczenia liczby posłów i senatorów. Premier chce, by zmiany w konstytucji w tej sprawie zaczęły obowiązywać najpóźniej wczesną jesienią przyszłego roku; projekt zmian trafić ma do Sejmu w styczniu.
Wypych ocenił tę propozycję jako "ryzykowną". - Nie prowadzi się poważnej debaty konstytucyjnej w sposób telewizyjnego show (...), ale mówiąc poważnie, te propozycje są propozycjami bardzo daleko idącymi, możliwość ich realizacji w ciągu pół roku jest kompletnie fikcyjna - uważa prezydencki minister.
Tusk szyje ustrój państwa pod siebie?
Zdaniem Wypycha, propozycje premiera "to jest ewidentnie szycie ustroju państwa pod własną osobę".
- Tak wzmocniony rząd, system kanclerski jest wygodny dla Donalda Tuska, bo premier, który patrzy zapewne na słupki sondaży, miałby zwiększoną władzę, plus gwarancję zachowania przywództwa w PO - uważa minister.
W jego ocenie, pozbawienie Polaków możliwości bezpośredniego wyboru prezydenta, jest bardzo ryzykowne. - Ja bym nie chciał, by ktoś za mnie wybierał prezydenta mojego państwa - powiedział Wypych. Według niego, składając propozycje zmian w konstytucji, premier "chce odwrócić naszą uwagę, od tego, że jest problem z budżetem, z deficytem budżetowym, stanem finansów państwa".
Będziemy o tym rozmawiać przez pół roku
- Myślę, że przez pół roku w ogóle nie będziemy o tym rozmawiać, tylko o tym, że gdybyśmy mieli inną konstytucję, to żyłoby nam się cudownie - uważa Wypych. Według niego, propozycje premiera zapewne wymagają poważnej dyskusji politycznej, "ale nie proponuje się zmiany konstytucji innym najważniejszym formacjom politycznym w ten sposób".
Premier chce PZPO?
W ocenie ministra propozycja premiera "nie jest poważna, ale sprytnie sformułowana". - Przypuszczam, że pan premier idzie w kierunku Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej - jedna przewodnia siła narodu, która w pełni odpowiada za to, co dzieje się w państwie - powiedział Wypych.
Jutro będzie 3 maja
Według niego, nie jest to wcale oferta bezpieczna. - Moglibyśmy zrobić takie założenie, że pan premier pod wpływem natchnienia, jako szef formacji rządzącej, zaproponowałby zmianę kalendarza w Polsce, parlament w tym składzie jest w stanie go przegłosować i bez weta prezydenta myślę, że jutro mielibyśmy 3 maja - mówił Wypych