Na zakończenie podsumowania dwóch lat rządu premier Donald Tusk zaprezentował propozycję głębokich zmian w konstytucji, które na nowo budują polski system polityczny. - Chcę żebyśmy wspólnie wprowadzili szybkie zmiany.Ograniczone i nierewolucyjne - stwierdził.
Cała władza w ręce premiera - Proponujemy, żeby tak zmienić konstytucje, żeby pełna władza wykonawcza oparła się na gabinecie, popieranym przez większość parlamentarną - mówił Tusk. Dodał, że chce ograniczyć władzę prezydenta, który byłby wybierany przez Zgromadzenie Narodowe, i pozbawić go prawa weta. - W mojej ocenie tak wybrany prezydent nie powinien być wyposażony w instytucję weta - ocenił.
Powiedział również, że jego propozycja nie ma drugiego dna, co sugerowali wcześniej politycy opozycji. Chodziło o to, że boi się przegranych wyborów prezydenckich. - Nie ma żadnej obawy przed ewentualnym startem w wyborach prezydenckich - stwierdził. Zaznaczył, że chce, żeby przyszłoroczne wybory prezydenckie były przeprowadzone już w nowej ordynacji wyborczej. W Sejmie cały czas większość będzie wtedy miała koalicja PO-
PSL.
Mniejszy parlament i zmiana ordynacji Tusk zaproponował również, żeby wydatnie zmniejszyć liczbę członków parlamentu i zmienić ordynację wyborczą na mieszaną: proporcjonalno-większościową. Stwierdził, że na początek można wybrać zmniejszony
Senat w systemie jednomandatowych okręgów wyborczych o ordynacji większościowej.
- Gorąco polecam tę naszą refleksję i oczekiwanie wielu naszych rodaków, aby wydatnie zmniejszyć rozmiar obu izb, aby posłów i senatorów wybierać - jeśli nie w logice ordynacji większościowej i w okręgach jednomandatowych, bo na to pewnie zgody nie będzie - to proponowałbym przemyślenie, czy nie moglibyśmy przyszłego Senatu wybrać w logice okręgów jednomandatowych, mniej licznego i bardziej zależnego od wyborcy. Sejm mógłby być wybrany w logice ordynacji mieszanej - powiedział szef rządu.
Tusk jest jednak skłonny do kompromisu ws. zmniejszenia liczby parlamentarzystów, żeby tylko wprowadzić inne zmiany. - Nie będę tego traktował jako warunek sine qua non - powiedział.
Powodem takiej propozycji jest przekonanie, że bez tego w Polsce cały czas będzie miał miejsce konflikt polityczny między prezydentem, a rządem. Według premiera, to zagraża rozwojowi gospodarczemu i cywilizacyjnemu Polski.