Jarosław Gowin z PO przyznał, że Platforma zawsze opowiadała się za systemem kanclerskim z większą władzą premiera. Polityk przyznał, że w obecnej kadencji wprowadzenie zmian w Konstytucji jest raczej niemożliwe. - Przygotowanie, czy przyjęcie nowej konstytucji to mission impossible - ocenia. Zarzucił też PiS, że ugrupowanie to zawsze głosiło potrzebę nowelizacji ustawy zasadniczej, ale gdy pojawiła się możliwość trudnej debaty konstytucyjnej,
Prawo i Sprawiedliwość z niej nie korzysta.
Eurodeputowany Jarosław Kalinowski z
PSL przyznał, że gdyby nawet taka inicjatywa rzeczywiście się pojawiła, to i tak obecnie "nie ma szans na powodzenie". - Dyskutować jednak zawsze można - zauważa polityk ludowców. Jego zdaniem debata na ten temat powinna się odbyć na początku kadencji, z udziałem specjalnie powołanego zespołu.
Czysty PR? Z kolei Jerzy Szmajdziński z
SLD uważa, że propozycja zmiany Konstytucji to tylko chwyt PR-owski. Zdaniem wicemarszałka Sejmu, Donald Tusk będzie uzależniał od sukcesu inicjatywy to, czy będzie kandydował na prezydenta, czy też pozostanie szefem rządu.
Krzysztof Putra z PiS ocenił ewentualną propozycję premiera jako mało poważną. Zdaniem polityka Prawa i Sprawiedliwości Donald Tusk powinien najpierw porozmawiać z koalicjantem i opozycją. Działania rządu Putra ocenił bardzo negatywnie. Jego zdaniem premier to nie dobry polityk, a przede wszystkim PR-owiec. Także szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak jest zdania, że pomysł umocnienia władzy premiera wpisuje się w kalendarz propagandowy. Zwrócił uwagę, że nie znamy jeszcze nawet szczegółów projektu.