Europejska prasa: Para bez charyzmy na czele UE. Wybór Belga to stracona szansa

awe, PAP
20.11.2009 , aktualizacja: 20.11.2009 13:27
A A A Drukuj
Pierwsze strony belgijskich gazet Fot. Yves Logghe AP Pierwsze strony belgijskich gazet
Największy szwedzki dziennik "Dagens Nyheter" porównuje wybór Hermana Van Rompuya na tzw. prezydenta Unii Europejskiej do papieskiego konklawe. Według gazety, nieznany w Europie Belg bardziej sprawdziłby się jako watykański polityk niż jako unijny przywódca.
Herman Van Rompuy na szczycie UE
Fot. Yves Logghe AP
Herman Van Rompuy na szczycie UE
Geografia i przyszłe wybory SPRAWDŹ, co zadecydowało o wyborze prezydenta UE

Dziennik zwraca uwagę, że procedura wyboru prezydenta UE była zamknięta i utrudniała prowadzenie debaty. - Herman Van Rompuy jest tak nudny, że aż zegary stają - pisze gazeta w swoim redakcyjnym komentarzu. Sugeruje, że Belg być może "ma mnóstwo pomysłów", jednak dotychczas prawdopodobnie celowo unikał ich ujawniania, w przeciwieństwie do swoich przeciwników byłego premiera Wielkiej Brytanii Tony'ego Blaira czy Łotyszki Vairy Vike-Freibergi.

Według gazety, przepadła doskonała kandydatura byłej prezydent Łotwy. Zawiedzeni publicyści "Dagens Nyheter" cytują ministra spraw zagranicznych Szwecji Carla Bildta, który zapowiadał, że wybrany zostanie silny przywódca, a stało się zupełnie inaczej. "Rozczarowuje fakt, że Europa nie ma bardziej dynamicznego lidera" - pisze szwedzki dziennik.

"Poszli na łatwiznę"

Na czele Unii Europejskiej znalazły się dwie postaci bez charyzmy, które nikomu nie przeszkadzają - komentuje w piątek francuski dziennik "Liberation". Gazeta pisze też o "zmarnowaniu historycznej szansy".

Brukselski korespondent "Liberation", Jean Quatremer, zarzuca przywódcom "27", że "poszli na łatwiznę", wybierając na liderów Unii słabo znane osoby bez osobowości liderów. Według gazety, nieoficjalny "rząd" unijny - złożony z Van Rompuya, Ashton i przewodniczącego Komisji Europejskiej - "to nie jest trio, o którym śnili dla Europy najbardziej ambitni". - Na sam początek swego istnienia Europa Traktatu Lizbońskiego wybrała osoby, które nikomu nie wadzą - dodaje komentator gazety. I tytułuje tekst: "UE: Prezydent dla ozdoby".

Ashton - "katastrofalny wybór"

Z powodu braku wskazania przedstawiciela Nowej Europy (państw Europy Środkowej i Wschodniej), "27" wybrała na szefa dyplomacji kobietę, nienależącą jednak do najbardziej błyskotliwych - uważa gazeta. Cytuje ona z aprobatą słowa szefa szwedzkiej dyplomacji Carla Bildta, wypowiedziane dzień przed szczytem, który obawiał się, że rezultat wyborów na kluczowe stanowiska w UE okaże się "zmarnowaniem historycznej szansy". - I dokładnie tak się stało - pisze "Liberation". Ironizuje, że szczęśliwie "przywódcom państw udało się uniknąć całonocnych kłótni, co dodałoby tylko śmieszności do marnego wyboru".

Szczególnie krytycznie ocenia korespondent "Liberation" kompetencje baronessy Catherine Ashton, wybranej na przyszłą szefową dyplomacji europejskiej. Francuska gazeta twierdzi, że brytyjscy dziennikarze zebrani na czwartkowym szczycie w Brukseli uznali ten wybór za "katastrofalny". "Ashton to z pewnością inteligentna osoba, która jednak zrobiła karierę aparatczyka w (brytyjskiej) Partii Pracy bez wcześniejszego triumfu w (krajowych) wyborach i nie ma żadnego doświadczenia w dyplomacji - cytuje "Liberation" słowa dziennikarza "The Economist", wypowiedziane w kuluarach szczytu w Brukseli.

Nieznani i nieistniejący

Wybranego właśnie na przewodniczącego Rady Europejskiej (popularnie zwanego prezydentem UE) premiera Belgii Hermana Van Rompuya "Liberation" nazywa "upartym Flamandem". Zauważa, że dał się on poznać w swoim kraju jako mediator w konflikcie między Flamandami a Walonami. Według gazety, właściwym miejscem jego działania była dotąd scena krajowa.

- Van Rompuy jest do tego stopnia powściągliwy, że pozostaje całkowicie nieznany na arenie międzynarodowej. Nigdy publicznie nie wypowiadał się o Europie. Trudno było znaleźć kogoś "bardziej nieistniejącego" z wyjątkiem baronessy Catherine Asthon, od tej pory europejskiego ministra spraw zagranicznych - komentuje "Liberation".

Podziel się