Geografia polityczna, a wybór prezydenta UE

Nie tylko względy polityczne wpłynęły na obsadzenie dwóch najważniejszych stanowisk w UE. Ważne były również kryteria geograficzne i... czerwcowe wybory do europarlamentu.
Zobacz sylwetkę prezydenta UE i szefowej unijnej dyplomacji

Herman Van Rompuy został przewodniczącym Rady Europejskiej, głównie dlatego, że nikt nie chciał silnego polityka na tym stanowisku. A premier Belgii nie tylko jest bardzo koncyliacyjny, ale i pochodzi z małego kraju, który w dodatku znajduje się w samym sercu UE.

To wbrew pozorom bardzo ważne, gdyż wschód UE - czyli nowe państwa członkowskie - mają swojego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego - Jerzego Buzka - a "państwa południowe" - m.in. Hiszpania, Portugalia, Włochy - szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso.

Przewodniczące Rady Europejskiej powinien więc, wywodzić centralnych państwa Unii, które zarazem są jej najstarszymi członkami. Niemcy i Francja nie wchodziły w grę, bo są to za dużymi państwami, więc wybór padł na Belgię.

"Złoty podział"

Można powiedzieć, że wybór Catherine Ashton na stanowisko szefowej unijnej dyplomacji został przesądzony w czerwcowych eurowyborach. Ich wyniki pokazały bowiem, że chadecy cieszą się dużo większym poparciem niż socjaliści. Tak więc podział najważniejszych stanowisk w Unii - co jest już paradygmatem wewnątrzunijnej polityki - musiał przebiegać w proporcjach 2:1 dla chadeków.

Prawica obsadziła już stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej i "prezydenta" UE, więc szefem dyplomacji musiał zostać socjalista i to najlepiej z "centrum UE". Wielką Brytanią jest jedynym krajem tego obszaru, w którym rządzi lewica.