- Podnieśliśmy kwestię przedawnienia sprawy sprzed 30 lat. Konwencja o ekstradycji podpisana między Szwajcarią a Stanami Zjednoczonymi w ogóle się co do tego nie wypowiada, wobec czego sąd powinien się kierować ogólnymi zasadami obowiązującymi w prawie - powiedział Temime.
Zgodnie z prawem obowiązującym w większości krajów czyn zarzucany Polańskiemu uległ przedawnieniu.
"Nie może liczyć na obiektywizm" - Jesteśmy zdania - dodał adwokat - że pan Polański nie może liczyć na obiektywny proces w Los Angeles.
Mecenas Temime uważa, że Roman Polański już "odcierpiał swą karę w 1978 roku, kiedy był zatrzymany przez 42 dni i poddawany testom psychologicznym".
Nawiązując do złożonego ponownie 3 listopada wniosku o tymczasowe zwolnienie Polańskiego z aresztu tymczasowego, mecenas Temime oświadczył: - Oczekujemy, że prośba o zwolnienie z aresztu zostanie wkrótce zaakceptowana. Osobiście uważam, że przedłużenie jego aresztu stanowiłoby akt wyjątkowo niesprawiedliwy.
"Decyzja w ciągu 2,3 tygodni" Sąd karny w Bellinzonie zapowiedział, że podejmie decyzję w sprawie wniosku Polańskiego "w ciągu dwóch lub trzech tygodni". W tym wniosku reżyser odwołał się od decyzji szwajcarskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, które nie zgodziło się na jego zwolnienie za kaucją.
Filmowiec został aresztowany na lotnisku w Zurychu 26 września i umieszczony w areszcie ekstradycyjnym na podstawie amerykańskiego nakazu aresztowania z 1978 roku.
USA przedstawiły już Szwajcarom wniosek o jego ekstradycję, który jest rozpatrywany przez szwajcarski sąd federalny. Od jego decyzji Polański będzie mógł się odwołać.
Wymiar sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych zarzuca reżyserowi, że w 1977 roku w willi aktora Jacka Nicholsona w Hollywood uwiódł 13-letnią wówczas Samanthę Gailey. W stanie Kalifornia czyn lubieżny z nieletnią klasyfikowany jest automatycznie jako gwałt. Przed zakończeniem postępowania karnego w USA Polański zbiegł do Francji, by uchronić się przed spodziewaną karą więzienia.