Fot. Kamil Gozdan / Agencja GazetaKrzysztof Wyszkowski i świadek obrony Henryk Kula
Irytują mnie dziennikarze, którzy udają głupców - powiedział w sądzie Krzysztof Wyszkowski. Zdenerwowało go to, że historyk, którego wezwał na świadka nie potwierdził agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, a potem dziennikarze, którzy dopytywali o inne dowody. Wyszkowski został pozwany przez byłego prezydenta za nazwanie go "Bolkiem". Sąd stracił cierpliwość i pyta IPN o nowe dowody dotyczące TW "Bolka".
Były opozycjonista swoje informacje o agencie Bolku opierał na pracy historyka Henryka Kuli. Ten jednak nie jest pewny, czy Wałęsa był agentem.
- Tak nigdy nie twierdzę - mówi historyk. - Natomiast mogę powiedzieć, że istnieje duże prawdopodobieństwo.
Kula znalazł informacje o "Bolku" w archiwach dotyczących Grudnia 70. Nigdzie nie było podpisu Wałęsy.
- Te papiery mamy od dwóch, trzech lat w aktach. Tam było mnóstwo podróbek, przeróbek - mówi adwokat byłego prezydenta Ewelina Wolańska. - Pan Kula przepisał to ze swoich notatek, To nie jest dokument - kwituje.
Krzysztof Wyszkowski wyszedł z sali rozpraw zdenerwowany. Nie chciał skomentować tego co mówił dr Kula.
- Irytuje mnie rola dziennikarzy, którzy udają głupców i udają, że nic nie wiedzą - powiedział działacz Wolnych Związków Zawodowych.
Po uzyskaniu informacji z IPN-u sędzia zdecyduje czy przesłuchać kolejnych świadków, czy zakończyć proces. Kolejna rozprawa w lutym.