Ilona Rosiek-Konieczna to lekarka z Krakowa, która stanęła przed sądem ponieważ bezprawnie wypisała ponad 2 tysiące - w pełni refundowanych recept - dla bezdomnych i ubogich. Były one wypisywane m.in. na rodziców lekarki - inwalidów wojennych. Za refundowane lekarstwa płacił
Narodowy Fundusz Zdrowia, który stracił w ten sposób ponad sto tysięcy złotych.
Lekarka przed sądem przyznała się do wypisywania bezdomnym bezpłatnych recept, ale zaprzeczyła, by robiła to w celu wyłudzenia pieniędzy. Ze względu na motywy, jakimi się kierowała, prokuratura wniosła o nadzwyczajne złagodzenie kary i wymierzenie jej kary 12 miesięcy ograniczenia wolności w postaci obowiązku pracy na rzecz Fundacji, w której już działa. Obrońcy chcieli uniewinnienia oskarżonej. Koszty procesu pokryje Skarb Państwa.
Po prostu pomagać Ilona Rosiek-Konieczna tłumaczyła w sądzie, że chciała tylko pomagać bezdomnym i ubogim. - Po prostu leczyłam bezdomnych. Nie wiedziałam nawet, ile kosztują lekarstwa, wszystkie wypisywałam w naglącej potrzebie na rzecz ludzi, których by nie było na nie stać. Teraz to bym inaczej zrobiła - mówiła w czasie procesu. Żaden ze świadków nie stwierdził, że Rosiek-Konieczna uzyskała jakiekolwiek korzyści ze swojej działalności.
"Dzięki niej mam pierwszy dom w życiu" Zaczęła pomagać pod koniec lat 90., gdy przychodziło coraz do niej coraz więcej ludzi, których nie było stać na wykupienie recept. Zdecydowała się więc, wypisywać je na swoich rodziców, a następnie na innych pacjentów, którym przysługiwała refundacja.
- Jak przyszedł do mnie człowiek z organizmem wyniszczonym nędzą i alkoholem, a na dodatek miał nogi pokryte ranami, to mu nie mogłam tylko tych nóg opatrzyć i dać kilku witamin. Trzeba było go leczyć całego: serce, nerki, wątrobę, układ nerwowy. Na badania trzeba go było wysłać - mówił pani doktor kilka lat temu w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".
Przeczytaj reportaż o "Janosikowej" Osoby, którym pomagała określają ja mianem "świętej". - Byłam bezdomna, brudna, śmierdząca. Żyłam w kanałach. Nie miałam nic oprócz dowodu przypiętego agrafką do bluzki, a kiedy zachorowałam, przeganiano mnie jak psa. Pani doktor Rosiek przyjęła mnie jak człowieka. Dała leki, kazała wrócić. Za leczenie nie wzięła ani grosza. Dzięki niej przestałam pić, mam pierwszy dom w swoim życiu. Żyję! - mówi Małgorzata Kopacz, której lekarka pomagała.
Rosiek-Konieczna wraz z mężem prowadzi obecnie w Krakowie hostel dla bezdomnych, w którym mieszka ok. 30 osób. Wydaje też obiady dla kilkudziesięciu osób. Jej podopieczni korzystają z pomocy lekarskiej, a leki otrzymują z darów.