"Medialny casting na premiera" - komentarz PolitBiura "Dziennik Gazeta Prawna" podaje, że na czele rządu - po ewentualnym wygraniu wyborów prezydenckich przez Tuska - ma stanąć fachowiec. Ma to zapewnić spokój w rządzie, gdyż nie dojdzie do rywalizacji "politycznych" ministrów o to stanowisko. Jan Krzysztof Bielecki doradził to ponoć Tuskowi.
W tym wypadku kandydatury są dwie: Michał Boni i Jacek Rostowski. Za pierwszym przemawia to, że jest jednym z najlepszych ministrów finansów UE, a za drugim jego doświadczenie. Boni w polityce działa od początku lat 90., a teraz jest najważniejszym doradcą premiera.
Ponoć obaj już podejrzewają, że stanowisko po Tusku otrzyma jeden z nich i dlatego ostatnio zaczęli ze sobą konkurować. Przykładem miał być pomysł Rostowskiego - skrytykowany przez Boniego -
żeby część pieniędzy z OFE lokować w ZUS-ie. Chociaż w tym przypadku mogło równie dobrze chodzić o zwykłą różnicę zdań, zwłaszcza że pomysł ten krytykowali eksperci.
Polityk, nie fachowiec - W życiu mi to do głowy nie przyszło. Nie mam w ogóle takich ambicji, aspiracji, ani myśli - skomentował doniesienia dotyczące swojej osoby Michał Boni w Radiu Zet. Dodał, że "co pewien czas pojawiają się takie rewelacje" i - według niego - to tylko "zabawa".
Udowadnia, że premierem musi być polityk, a on czuje się fachowcem. - Premier musi mieć dobra relacje z parlamentem i jego wsparcie. To jest kluczowe - tłumaczy.
Premier po raz drugi "Gazeta Wyborcza" z kolei - powołując się na nieoficjalne informacje krążące w PO - donosi, że następcą Tuska zostanie b. premier - Jan Krzysztof Bielecki. W wywiadzie dla tej gazety sugeruje on, że jego życiem często rządzi przypadek, więc wszystko może się zdarzyć. Mówi jednak też, że na razie przyszłość wiąże z biznesem.
- To są zupełnie nieuzasadnione sugestie czy pomysły. To jest takie trochę zabawianie się moim kosztem i równocześnie ubezwłasnowolnianie premiera Tuska i PO -
mówił wczoraj w Radiu PIN Bielecki.
Trzech niedoszłych następców Przed wybuchem afery hazardowej Tusk miał rzekomo zapowiedzieć, że jego następcą zostanie:
Grzegorz Schetyna, Zbigniew Chlebowski lub Bronisław Komorowski. Dwóch pierwszych jest jednak mniej lub bardziej zamieszanych w tę aferę, a o Komorowskim mówi się, że ma zostać szefem PO. Poza tym nigdy nie był on w najbliższym kręgu współpracowników premiera.