- Mamy epidemię grypy. Są powody, by uważać, że to epidemia spowodowana nowym wirusem A/H1N1 - powiedział prof. Zieliński dla "Rzeczpospolitej". Wypowiedź cytowały inne media. Dopiero później na stronie "Rz" pojawiła się dalsza część rozmowy. Z kolei profesor Zieliński zapewnia, że jego słowa zostały źle zrozumiane.
- Odpowiadając na pytanie (w rozmowie z "Rzeczpospolitą" - przyp. red.) przyznałem, że mamy do czynienia z epidemią tak, jak w sezonie. Czyli z większą liczbą zachorowań. To nie ma nic wspólnego z administracyjnym ogłoszeniem stanu epidemii, co jest poważnym przedsięwzięciem - zapewnia.
Znaczny wzrost zachorowań Prof. Zieliński przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni mamy do czynienia ze znacznym wzrostem liczby chorych na grypę. Jak duży jest to wzrost? - Duży. Porównując z ostatnim tygodniem października to wzrost trzykrotny w pierwszym tygodniu listopada. W drugim tygodniu liczba zachorowań w porównaniu z październikiem wzrosła o 50 proc. I wygląda na to, że w większości przypadków jest to nowa
grypa - dodaje.
Jak to stwierdzono? Infekcje, które dają takie objawy jak grypa, są badane w systemie Sentinel - na podstawie wybranych próbek populacji całego kraju. Wykazały one, że ponad od 40 do 50 procent wszystkich zachorowań grypopodobnych, to rzeczywiście grypa, a ponad 50 procent - to grypa typu A/H1N1. Jednak - jak podkreślił profesor - są to badania przeprowadzone na bardzo małej próbie, więc istnieje możliwość znacznego błędu. Poza tym są to przeważnie lekkie przypadki zakażeń.
Jutro zbiera się komitet pandemiczny, który ma ocenić, jaki jest obecny stan zachorowań na grypę w Polsce.
A/H1N1 w Polsce Do soboty w Polsce potwierdzono 237 przypadków zakażenia A/H1N1. Trzy osoby zmarły najprawdopodobniej wskutek powikłań po świńskiej grypie.
Lekarze tłumaczą, że grupami najbardziej narażonymi na zachorowania na nową odmianę grypy są dzieci do lat 2, osoby powyżej 70. roku życia oraz osoby, których organizm osłabiony jest w wyniku innych chorób.