Komorowski: Prezydent jest miły. Jego problemem jest niemiły brat Na pytanie gazety, co dziś jest politycznym celem koalicji, Komorowski odpowiedział: - Gdybym znał jasną, prostą odpowiedź na to pytanie, to nie mówiłbym o potrzebie zidentyfikowania na nowo misji rządu - wyjaśnił.
Według Komorowskiego "rządzi się nie tylko po to, by dobrze wypadać w sondażach, ale również po to, by zmieniać Polskę.
Polityk odpowiada kategorycznie przecząco na pytanie, czy w PO powstanie ośrodek konkurencyjny wobec Tuska. W nawiązaniu do słów Grzegorza Schetyny, że skończyło się "wspólne robienie polityki emocjonalnej, opartej na bliskich, osobistych relacjach", mówi, że trzeba robić politykę bez takich emocji. W jego przekonaniu "polityka nie jest domeną przyjaźni czy miłości, tylko - z jednej strony konkurencji, a z drugiej - współpracy dla dobra wspólnego".
Hamulcowy reform Komorowski ma nadzieję, że nowym "prezydentem zostanie ktoś, kto będzie wspierał modernizację Polski i brał na siebie cząstkę odpowiedzialności za trudne decyzje". - Prezydent nie może być wyłącznie recenzentem pracy rządu i hamulcowym. Powinien zachęcać i pomagać przeprowadzać trudne zmiany - twierdzi Marszałek Sejmu.
Rozmówca dziennika "nie zna ani jednego przykładu, gdy prezydent zachęcał do jakiejkolwiek reformy czy zmiany", a na uwagę gazety, że "wspierał likwidację WSI", odpowiada, że "zlikwidowanie wojskowego wywiadu nie zasługuje na miano reformy, tylko szaleństwa".
Prezydent nic nie robi - Gdzie jest rola prezydenta, który by wystąpił i powiedział: kochani, jest potrzebna reforma systemu ubezpieczeń społecznych, niech rząd przedstawi propozycję, a ja to będę wspierał. Gdzie jest stanowisko prezydenta jako czynnika wspierającego reformę służby zdrowia?
- Nie znam żadnego przykładu. Wręcz przeciwnie, był kij w szprychy. Albo gdzie jest rola prezydenta w reformowaniu sił zbrojnych, których jest zwierzchnikiem? Nie znam ani jednego przypadku. Jest tylko czyhanie na okazję by dobrze wypaść w oczach jakiejś części opinii publicznej i zaszkodzić konkurentom partii własnego brata na zasadzie blokowania i kontestowania zmian - ocenia Komorowski.