Zachodniopomorska Solidarność będzie namawiać premiera na wyciągnięcie od Unii Europejskiej pieniędzy dla byłych stoczniowców. Jako potencjalne źródło wskazuje Fundusz Globalizacyjny Unii Europejskiej, pozwala on przez dwa lata wypłacać świadczenia socjalne w firmach w których zwolniono ponad pół tyś pracowników - propozycje, razem z załącznikami (procedurami jakie trzeba wypełnić) już wysłaliśmy do premiera, ale odzewu nie ma, sytuacja byłych stoczniowców jest dramatyczna a idą święta - mówi
radiu TOK FM szef stoczniowej solidarności w Szczecinie Krzysztof Fidura.
Wyjdą na ulice Warszawy Solidarność nie siedzi z założonymi rękami i na tą obojętność rządu zamierza odpowiedzieć wielką manifestacją w obronie miejsc pracy, tym razem w Warszawie, w połowie grudnia.
My nie zabiegamy o żadną jałmużnę, jeśli będzie oferta pracy, to nam żadne fundusze, ani krajowe, ani unijne nie są potrzebne - mówi rozżalony Fidura, który źle ocenia nie tylko poczynania rządu w sprawie stoczniowców, ale także pracę DGA - zrobienie z kilkuset spawaczy stoczniowych, kilkuset operatorów koparko-ładowarki, nie rozwiązuje problemu.
Zamiast ryby, dać im wędkę Mieszkańcy Szczecina na kolejne pomysły dotowania byłych pracowników stoczni patrzą coraz mniej przychylnym okiem - pieniądze łatwo można dostać, ale jeszcze łatwiej można wydać - uważa Łukasz, nauczyciel. - nie można ich już dotować, trzeba, jak to mówił pan prezydent Wałęsa, dać im wędkę - kwituje pani Maria.