Szefowie państw i rządów mają spotkać się za tydzień na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli, żeby zadecydować o obsadzie trzech unijnych stanowisk: przewodniczącego Rady Europejskiej, wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej, a także sekretarza generalnego Rady UE. Wciąż trwają konsultacje w sprawie kandydatur.
Konserwatywne "Le Figaro" zauważa, że choć państwa miały dużo czasu na przygotowanie tej procedury z powodu opóźnienia w ratyfikacji Traktatu, "nic nie zostało w tej kwestii zrobione". Dziennik zaznacza, że sam Traktat z Lizbony jest "bardzo mglisty", jeśli chodzi o kompetencje związane z funkcjami tzw. prezydenta i szefa dyplomacji UE. "Ich zakres, splendor i użyteczność będą bardzo zależeć od osobowości dwóch przyszłych desygnowanych postaci" - pisze
dziennik.
"Le Figaro" komentuje także polską propozycję, by "procedura wyboru była jak najbardziej demokratyczna i przejrzysta". "Polska, której roli w nowej Europie nie należy umniejszać, wystąpiła przeciw nieprzejrzystości procedury wyboru, domagając się przesłuchania kandydatów na te stanowiska przez Radę Europejską. Inicjatywa nie ma żadnych szans na powodzenie, mimo że zjednoczyła ona małe państwa UE, które wzdragają się, jak zwykle, przed dyktatem większych państw" - komentuje "Le Figaro".
Zdaniem gazety, może się ostatecznie okazać, że - wobec różnicy opinii państw UE - wybór tzw. prezydenta i szefa dyplomacji UE nie dokona się na drodze powszechnej zgody, ale w następstwie wykluczenia najbardziej kontrowersyjnych kandydatów.