Fot. Piotr Ulanowski / AGCentrum Onkologii w Bydgoszczy
Program walki z rakiem w Polsce jest źle nadzorowany, mało efektywny, a do tego zbyt kosztowny - wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Ministerstwo Zdrowia z zarzutami się nie zgadza, bo twierdzi, że program już naprawiło. A całą winę za zaniedbania zwala na poprzedni rząd.
NIK zbadał realizację "Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych" w okresie od początku 2006 roku do połowy 2008 roku. Wyniki kontroli - fatalne. Kontrolerzy Izby stwierdzili bowiem, że program jest nieskuteczny, bo jest w nim wiele luk i wad.
Błędy były już przy tworzeniu programu
Kardynalny błąd popełniono już na samym początku. Program miał bowiem napisać specjalny ministerialny zespół, a w rzeczywistości powstawał w warszawskim Centrum Onkologicznym. Jak wskazuje NIK, niektóre z osób pracujących nad nim decydowały następnie o zakupach sprzętu i rozdzielaniu środków na świadczenia. Zastrzeżenia budził fakt, że to właśnie Centrum Onkologiczne przeprowadzało później szkolenia dla lekarzy z zakresu wiedzy onkologicznej. W konkursie nie wybrano dziesięciokrotnie tańszej oferty spółki Medius. Co więcej osoby realizujące program dostali wysokie wynagrodzenia sięgające nawet kilkuset tysięcy złotych. Np. członkowi Rady do Spraw Zwalczania Chorób Nowotworowych wypłacono 619 tys. zł.
Pieniądze wydawano "lekką ręką"
Ale to nie jedyne zaniedbania. Kontrolerzy NIK zwrócili uwagę, że NFZ wydawał publiczne pieniądze na walkę z rakiem nie dbając o ich właściwe wykorzystanie: nierzetelnie szacowano koszty, a nawet zawierano umowy ze szpitalami, które nie miały odpowiedniego sprzętu. Np. Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie choć posiadał dwa mammografy, to żaden z nich nie działał. W sumie wykryto, że z 294 pracowni mammograficznych biorących udział w programie, aż 110 nie spełniło wymagań technicznych. Nikt też nie dbał o małe zainteresowanie badaniami, choć na wcześniej na jego promocję wydano 25 mln zł. W całym kraju wysłano 12, 2 mln zaproszeń na badania związane profilaktyką raka piersi i szyjki macicy. Tymczasem do przychodni zgłosiło się tylko niespełna milion kobiet.
Lekarze nie szkolili się, bo im się nie opłacało
Zdaniem NIK program zwalczania raka okazał się nieskuteczny także dlatego, że wielu lekarzy nie było przeszkolonych w zakresie minimum wiedzy onkologicznej. W kraju wykryto dysproporcje: podczas, gdy na Mazowszu przeszkolono 506 lekarzy, to na Dolnym Śląsku ani jednego. Choć medycy mieli zapewnione darmowe przejazdy, zakwaterowanie i wyżywienie to nie byli zainteresowani szkoleniami. Kontrolerom z NIK tłumaczyli, że oprócz satysfakcji nie przynoszą one im żadnych wymiernych korzyści materialnych.
- My znaliśmy te wyniki już dużo wcześniej, bo pod koniec 2008 roku. Na ich podstawie w tym roku już poprawiliśmy działanie tego programu - zapewnia Piotr Olechno, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia. Zaznacza, że program walki z chorobami nowotworowymi powstał za czasów rządów PiS. - A więc to ich wina, a nie nasza - twierdzi rzecznik prasowy resortu zdrowia.
Podobnie mówił wiceminister zdrowia Marek Twardowski podczas konferencji prasowej zwołanej w tej sprawie. Zaznaczał, że po objęciu urząd ministra zdrowia przez Ewę Kopacz w listopadzie 2007 roku próbowano program naprawić. - Nie mogliśmy jednak zatrzymać pewnych procesów na 2008 rok, choć wiele rzeczy się nam nie podobało. Zrobiliśmy tylko to, co wtedy można szybko było zrobić - mówił Twardowski. Jako przykład podał wprowadzenie specjalnego załącznika do umów dla placówek, które brały udział w programie walki z rakiem. - Każdy, kto wykonywał takie świadczenia musiał obowiązkowo nam sprawozdać, jak zostały one wykonane. Jeżeli, ktoś nie wypełnił tego załącznika lub nam go nie dostarczył, nie dostawał pieniędzy za wykonaną pracę - tłumaczył Marek Twardowski.
Bolesław Piecha z PiS, wiceminister zdrowia w rządzie Jarosława Kaczyńskiego pytany przez Gazeta.pl o wyniki kontroli NIK odmówił komentarza. - Nie zapoznałem się jeszcze dokładnie z raportem. Trudno mi się więc do niego odnieść - twierdzi.