We wrześniu tysiące żołnierzy rosyjskich brało udział w manewrach wojskowych na Białorusi, których celem było stłumienie fikcyjnego powstania mniejszości polskiej. Manewry zaniepokoiły polskiego ministra spraw zagranicznych, który wysłał w tej sprawie oficjalny list do szefa NATO - Andersa Fogha Rasmussena.
Według "Dziennika",
Radosław Sikorski w "uprzejmym, acz stanowczym tonem" domaga się reakcji sojuszników. Szef NATO zareagował bardzo szybko i postanowił, że sprawą 18 listopada zajmie się Rada Północnoatlantycka, a na początku grudnia - szczyt ministrów spraw zagranicznych państw NATO.
Sikorski, pytany dzisiaj w radiowej Trójce o list, nie chciał mówić o szczegółach. - Korespondencja pomiędzy ministrem spraw zagranicznych a sekretarzem NATO nie ma charakteru publicznego. Natomiast nie jest tajemnicą, że manewry tak blisko naszych granic nas niepokoją - zaznaczył.
Zależy nam na dobrych stosunkach z Rosją - Chcemy mieć z Rosją jak najlepsze stosunki, ale mamy filozofię "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Gdy wykonujemy nawzajem przyjazne gesty, jest miło, a wtedy gdy
Rosja takie manewry przy naszych granicach odbywa, to nas niepokoi i naturalnie Sojusz o tym zawiadamiamy i domagamy się, aby Sojusz wziął to pod uwagę w swoich działaniach. (...) My też ćwiczymy, ale sądzę, że Sojusz powinien te wrażliwości stosunkowo nowych krajów członkowskich brać pod uwagę - ocenił Sikorski
Interwencja dyplomatyczna polskiego ministra może przyczynić się do przygotowania planów obrony na
wypadek ataku ze Wschodu - sugeruje "Dziennik".
Przeprowadzone we wrześniu rosyjsko-białoruskie manewry Zapad 2009 ("Zachód 2009"), były największą tego typu operacją od dziesięciu lat. Wzięło w nich udział około 100 samolotów i śmigłowców oraz ponad 900 czołgów, dział samobieżnych i innych pojazdów pancernych. W manewrach uczestniczyły okręty flot Bałtyckiej, Czarnomorskiej i Północnej; ćwiczenia odbyły się częściowo przy polskiej granicy.
Sikorski ostrzega przed manewrami Także na początku listopada podczas swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych Sikorski zwracal uwagę na rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe z udziałem 900 czołgów. - Te ćwiczenia odbyły się 250 kilometrów od naszej stolicy - przypomniał. Szef MSZ powiedział także, że "to nie artykuł 5 Paktu Północnoatlantyckiego dał prawdziwe poczucie bezpieczeństwa Niemcom w czasie Zimnej Wojny, ale obecność 300 tysięcy amerykańskich żołnierzy".
Rosyjska agencja napisała wówczas, że
Sikorski mówił o "obronie przed rosyjską agresją". Po kilku dniach agencja Interfax przeprosiła ministra, bowiem okazało się, że słowa szefa MSZ zostały przeinaczone przez reportera.
Radosław Sikorski był jednym z głównych kandydatów na stanowisko szefa Sojuszu. Przegrał jednak z Rasmussem. Zdaniem wielu komentatorów, NATO-wskim dyplomatom przeszkadzała m.in. zbytnia niechęć Sikorskiego do Rosji.